"Jeśli Meghan czegoś chce, to ma to dostać" - tak książę Harry miał powiedzieć do pracowników Pałacu Buckingham, kiedy jeszcze wraz z żoną mieszkali w Wielkiej Brytanii i byli pracującymi członkami rodziny królewskiej. Zdanie to odbiło się wówczas szerokim echem w brytyjskich mediach. Jak się teraz okazuje, był to wierchołek góry lodowej! Pałacowa służba wygadała wszystko dziennikarzom "The Telegraph". Jak się okazuje, nie tylko Meghan Markle dała się we znaki pracownikom Pałacu Buckingham i była obiektem plotek. Także książę Harry, tak dotychczas lubiany przez pracowników na komnatach, zyskał sobie pewien wstydliwy przydomek... Jakie to było przezwisko? Co wytknęli pracownicy Pałacu Buckingham księciu? Przeczytaj resztę naszego artykułu i dowiedz się!
NIE PRZEGAP: PILNA narada w WATYKANIE! Chodzi o papieża, jest poważny problem
Otóż książę Harry zaczął być nazywany przez pracowników Pałacu Buckingham... "zakładnikiem". Oczywiście zakładnikiem Meghan Markle. Służba wytykała mu, że został pantoflarzem i jest tak zapatrzony w narzeczoną, a potem żonę, że zupełnie stracił zdolność do samodzielnego działania i jest na jej rozkazy, czegokolwiek by nie zażądała. Ksiązę Harry nie odniósł się do rewelacji "The Telegraph". Tymczasem nie milkną echa wywiadu, jakiego wraz z żoną udzielił Oprah Winfrey. Oskarżyli w nim brytyjską rodzinę królewską między innymi o rasizm. Książę William zaprzeczył już tym oskarżeniom, zaś królowa zapowiedziała wewnętrzne dochodzenie w pałacu.