O bulwersującej sprawie, do której doszło pod koniec sierpnia, poinformował niemiecki dziennik "Bild". To właśnie on opisał dramatyczne chwile, jakie przeżyło polskie małżeństwo na szlaku w rejonie Grossglocknera. Do zdarzenia doszło, gdy para schodziła ze schroniska Erzherzog-Johann-Hütte. Znajdowali się na wysokości około 3000 metrów, na bardzo wąskiej grani, gdzie każdy błąd mógł skończyć się tragedią. Gdy kobieta wpinała się w linę asekuracyjną, do pary zbliżył się austriacki przewodnik z dwoma klientami.
Polak, 42-letni Patryk, przywitał go przyjaźnie słowem „Serwus”. Austriak nie odpowiedział. Zamiast tego zaczął przeciskać się obok kobiety na niebezpiecznym odcinku. Polski alpinista zwrócił mu uwagę: „Chyba pójdę pierwszy”. W odpowiedzi usłyszał tylko krótkie: „Nie, nie”. Gdy Patryk z niedowierzaniem zapytał: „Zwariowałeś czy co?”, sytuacja gwałtownie eskalowała. Austriak wykrzyczał: „Jestem przewodnikiem górskim, zamknij mordę!”.
Furia "górskiego Rambo"
Między mężczyznami wywiązała się kłótnia. „Mam gdzieś, czy jesteś przewodnikiem górskim” - odparł Polak. Wtedy Austriak zaczął mu grozić. „Zamknij mordę, bo inaczej wejdę tam i ci przywalę!” - krzyczał. Po chwili przecisnął się obok żony Polaka, spychając ją na skalną ścianę, i rzucił się z pięściami na 42-latka.
Wszystko działo się na grani, z której po obu stronach rozciągały się strome przepaście. Agresor chwycił Polaka za ramiona i zaczął go spychać w kierunku krawędzi, powtarzając: „Zachowuj się, zachowuj się!”. Mężczyznę od upadku w kilkusetmetrową otchłań dzieliły dosłownie centymetry.
Sprawa trafiła do sieci. Polak komentuje
Całe zdarzenie zostało nagrane przez kamerę umieszczoną na kasku Patryka. Mężczyzna opublikował film w mediach społecznościowych, gdzie dokładnie opisał całą sytuację. Jak podkreślił, nie chodziło o samo wyprzedzanie.
- Wyprzedzanie innych turystów czy wspinaczy w górach jest czymś całkowicie normalnym i zrozumiałym. Od profesjonalnego przewodnika oczekiwałbym jednak podstawowej kultury osobistej, zdrowego rozsądku, a przede wszystkim odpowiedzialności za bezpieczeństwo wszystkich osób w otoczeniu
- opisuje.
Polski wspinacz dodał, że takie zachowanie jest zaprzeczeniem profesjonalizmu.
- Przewodnicy górscy powinni dawać innym przykład swoim zachowaniem. Arogancja, agresja i brak rozwagi to przeciwieństwo tego, czego można oczekiwać od osoby wykonującej tak odpowiedzialny zawód. Góry są dla wszystkich, niezależnie od doświadczenia, umiejętności czy tempa marszu. Wzajemny szacunek i życzliwość powinny zawsze być priorytetem
- zaznacza.
Przewodnikowi grozi więzienie
Sprawa wywołała poruszenie w Austrii. Głos zabrało Stowarzyszenie Przewodników Górskich i Narciarskich z Kals, które pośredniczyło w zleceniu dla przewodnika. Szef stowarzyszenia, Michael Amraser, nie krył oburzenia.
„Jego zachowanie było katastrofalne i absolutnie niedopuszczalne”
- stwierdził w rozmowie z „Tiroler Tageszeitung”.
Dodał, że mężczyzna nie otrzyma już od nich żadnych zleceń, a z polskim wspinaczem skontaktowano się i przeproszono go za incydent.
Mimo że Polak nie zgłosił sprawy na policję, sprawą z urzędu zajęła się prokuratura. Austriacki przewodnik jest objęty dochodzeniem pod zarzutem „narażenia bezpieczeństwa fizycznego”. Grożą mu nawet trzy miesiące więzienia.