Kiedy Emma Murray (24 l.) pierwszy raz trzymała w ramionach synka Aarona (2 l.), myślała, że to nie tylko powitanie, ale i pożegnanie. Lekarze nie ukrywali – dziecko jest ciężko chore i umrze po kilku minutach. Przecież nie da się żyć, gdy w wyniku ciężkiej formy tak zwanej holoprozencefalii praktycznie nie ma się mózgu, tylko sam jego pień. Do szpitala pospieszyła cała rodzina Emmy, szybko zorganizowano chrzest i zaczynano myśleć o pogrzebie.
ZOBACZ TEŻ: To dziecko ma pół głowy i żyje!
Ale mijały minuty, potem godziny i dni, a w końcu miesiące. Aaron wciąż żył. Niedawno skończył dwa lata i nauczył się mówić słowo „mama”. - Nie wiemy, co przyniesie przyszłość, ale teraz Aaron jest kochanym i szczęśliwym dzieckiem - mówi Emma.