-Pierwszy wybuch był kilkadziesiąt metrów za mną, po chwili usłyszałem drugi, z kolei kilkadziesiąt metrów przede mną, więc byłem jakby pomiędzy dwiema bombami” - opowiada skrzypek Adam Roszkowski (37 l.) w wywiadzie udzielonym telewizji TVN. W chwili tragedii znajdował się na lotnisku Zaventem. Zaledwie kilkadziesiąt sekund przed zamachem zrobił sobie selfie, żeby wysłać je do znajomego i poinformować, że niebawem jego samolot odlatuje.
ZOBACZ TEŻ: Oto twarze morderców z Brukseli
Po chwili Polak wszędzie widział ciężko rannych ludzi, w powietrzu unosił się pył, wszyscy uciekali w popłochu. Adamowi Roszkowskiemu jakimś cudem nic się nie stało. Gdy ochłonął po pierwszym szoku, wrócił nawet na lotnisko po skrzypce, które tam zostały.