Ukraińcy pławią się w luksusie i bawią w najlepsze? Tak naprawdę wygląda Bukovel

2026-03-23 15:22

Podczas gdy światowe media obiegają drastyczne obrazy zniszczeń z Donbasu czy Charkowa, kilkaset kilometrów na zachód, w sercu ukraińskich Karpat, rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Bukovel, bo o nim mowa, to luksusowy kurort narciarski, który standardem nie ustępuje ośrodkom alpejskim. Choć w Ukrainie trwa krwawa wojna, to miejsce zdaje się istnieć w swoistej bańce, gdzie zamiast świstu rakiet słychać szum wyciągów i muzykę z pobliskich klubów. W ramach cyklu reportaży "Inna wojna" Karolina Pajączkowska pokazuje, jak wygląda ukraińska rzeczywistość - od kurortów w Bukovelu, przez Kijów po wojenny front.

Alpejski luksus w cieniu wojny

Bukovel to potężna inwestycja, która mimo trwającego konfliktu wciąż rozkwita. Ośrodek usytuowany jest na trzech górach i oferuje narciarzom imponującą infrastrukturę: 18 nowoczesnych wyciągów oraz 65 kilometrów doskonale przygotowanych tras. Wnętrza hoteli zachwycają nowoczesnym designem i wysokim standardem, a ceny – jak na warunki wojenne – mogą wydawać się znaczące, oscylując wokół 200 zł za dobę od osoby. Za jednodniowy karnet na stoki trzeba zapłacić około 2000 hrywien, czyli blisko 200 zł.

W mediach społecznościowych regularnie pojawiają się nagrania, na których bogata młodzież i nastolatkowie bawią się w najlepsze, epatując luksusem w kurortowych barach. Dla postronnego obserwatora widok młodych ludzi cieszących się życiem, gdy ich rówieśnicy giną na froncie, jest kontrowersyjny. Sami Ukraińcy przyznają, że istnieją ludzie żyjący w świecie, w którym wojna jest czymś odległym, co ich bezpośrednio nie dotyczy.

Miejsce, gdzie nigdy nie spadła bomba

Wyjątkowość Bukovelu polega na jego lokalizacji. To zachodnia część Ukrainy, która od początku inwazji jest atakowana niezwykle rzadko. W samym kurorcie nigdy nie spadła żadna bomba ani żaden pocisk. Życie toczy się tu niemal normalnie, a lokalni mieszkańcy, jak pani Galina, która wróciła do Bukovelu po pracy w Polsce, podkreślają, że czują się tu bezpiecznie.

Nie oznacza to jednak, że wojna całkowicie ominęła ten region. Choć zachodnie obwody zmieniły się wizualnie w mniejszym stopniu niż wschód kraju, to przejeżdżając przez okoliczne miejscowości, trudno nie zauważyć licznych billboardów zachęcających do wstąpienia do armii oraz świeżych grobów z flagami na lokalnych cmentarzach.

Zmowa milczenia i trudne pytania

Mimo pozornej beztroski, Bukovel skrywa pewną nerwowość. Dziennikarze próbujący dokumentować życie w kurorcie często spotykają się z niechęcią. Ochrona obiektu potrafi zakazać nagrywania, argumentując to względami bezpieczeństwa lub faktem, że jest to teren prywatny. Istnieje wyraźna obawa przed pokazywaniem miejsca, które tak drastycznie kontrastuje z cierpieniem reszty kraju.

Ukraińcy niechętnie wypowiadają się o tym, jak wygląda zabawa w Bukovelu w obliczu tragedii narodu. Z jednej strony pojawia się pytanie, czy kraj ogarnięty wojną ma prawo do chwili wytchnienia, z drugiej – hotele w kurorcie często angażują się w pomoc, np. finansując darmowe pobyty dla żołnierzy, którzy przyjeżdżają tu na odpoczynek i rehabilitację.

Wojna w Ukrainie to mozaika skrajnych obrazów - a tę skrajność pokazuje Karolina Pajączkowska w swoim cyklu reportaży "Inna wojna". Pierwszą część można obejrzeć tutaj: 

Fakt, że Bukovel tętni życiem, nie oznacza, że kraj nie cierpi. Pokazuje to jednak, że nawet w czasie największej tragedii nie każdy centymetr kraju jest zrujnowany, a ludzie rozpaczliwie szukają namiastki normalności i kontaktu z naturą, by choć na chwilę oderwać się od tragicznej rzeczywistości.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki