Szczere zainteresowanie malarstwem, chęć ocieplenia wizerunku, a może coś jeszcze innego? Syn prezydenta Stanów Zjednoczonych znów znalazł się w centrum zainteresowania, a kąśliwym komentarzom nie ma końca. Co się stało? Otóż znany dotąd z palenia cracka i nagrywania seksu z prostytutkami Hunter Biden zajął się... malarstwem. Trzeba przyznać, że jego obrazy są przyjemne dla oka. Prezydencki syn postanowił nie tracić czasu i wstawił wydruki swoich kilku dzieł do galerii Georges Berges Gallery w Los Angeles, urządził też mały wernisaż w Hollywood. Na imprezie bynajmniej nie ukrywał się przed obiektywami fotografów. Zdecydowanie nie było tajemnicą, kto namalował te obrazy. Jak pisze "Daily Mail", kilka spośród zaprezentowanych w Los Angeles dzieł Huntera od razu znalazło nabywców. Sprzedały się za 75 tysięcy dolarów za sztukę! Czy to wypada?
NIE PRZEGAP: Mordercza galareta atakuje Europę! Półmetrowe bestie przybyły
NIE PRZEGAP: Księżniczka nie nosi obrączki! Kryzys małżeński trwa już CZTERY lata?
Mnożą się komentarze o tym, że syn prezydenta powinien zaczekać z handlowaniem sztuką do końca kadencji ojca, bo taka sytuacja sprzyja korupcji i kupowaniu przychylności Białego Domu poprzez kupowanie obrazów. Tak uważa choćby prawnik zajmujący się kwestiami etyki zawodowej, nomen omen Richard Painter, z którym porozmawiał "Daily Mail". Hunter Biden to prawdziwy specjalista od skandali. Niedawno ujawniono pochodzące z 2019 roku nagranie z jednego z laptopów Huntera, na którym prezydencki syn brał twarde narkotyki, szalał z prostytutką w hotelu i zwierzał jej się, że rosyjscy dilerzy, od których kupować cracka, mogli być szpiegami i ukradli mu laptopa...