Tragiczny finał zimowej zabawy. Dwóch chłopców zginęło po załamaniu się lodu w Oklahomie
Te dramatyczne wydarzenia rozegrały się w weekend w amerykańskim stanie Oklahoma. Dwóch małych chłopców zginęło po tym, jak weszli na zamarznięty strumień, lód się załamał, a oni wpadli do lodowatej wody. Do tragedii doszło w miejscowości Avant, nad Bird Creek. Ofiary to 8-letni Talon Whinery i 9-letni Emmett Bennett. Chłopcy byli przyjaciółmi. Jak pisze "New York Post", w sobotni wieczór weszli na zamarzniętą taflę Bird Creek, ale ona nagle pękła, a dzieci wpadły do wody. Zgłoszenie do służb wpłynęło około godziny 19. Biuro Szeryfa Hrabstwa Osage poinformowało, że policja otrzymała telefon z informacją, iż jedno z dzieci zostało zauważone w wodzie blisko brzegu. Na miejsce natychmiast skierowano ratowników.
ZOBACZ TEŻ: Troje dzieci wpadło do zamarzniętego stawu. Matka skoczyła, by je ratować. Żadne nie przeżyło
"Dziadek i wujek znaleźli go, wyciągnęli z Bird Creek i od razu rozpoczęli reanimację, ale nasz mały chłopiec nie reagował"
Pierwszego chłopca udało się wyciągnąć z wody. Funkcjonariusze podjęli działania ratunkowe, rozpoczęto reanimację, jednak dziecka nie udało się uratować. Zostało uznane za zmarłe na miejscu. Drugi chłopiec zniknął pod lodem. Rozpoczęto wielogodzinną akcję poszukiwawczą, w którą zaangażowano dziesiątki ratowników. Przeszukiwano teren pieszo, używano dronów, a także specjalistycznej łodzi ratunkowej. Dopiero po kilku godzinach odnaleziono ciało dziecka. W przypadku Talona Whinery’ego bliscy opisali dramatyczne chwile po wypadku. Według ich relacji chłopca z wody wyciągnęli jego dziadek oraz wujek. Natychmiast rozpoczęli reanimację, jednak bez skutku.
"Nie wiem, jak pomóc mojej siostrze i jej mężowi. Chciałabym zabrać im ten ból"
„Dziadek i wujek znaleźli go, wyciągnęli z Bird Creek i od razu rozpoczęli reanimację, ale nasz mały chłopiec nie reagował i został uznany za zmarłego na miejscu. Nasze serca są złamane, to wydaje się nierealne” – napisano w opisie internetowej zbiórki na jego pogrzeb. Równie poruszające słowa pojawiły się w zbiórce dla rodziny Emmetta Bennetta. Jak napisano, 9-latek utonął w strumieniu w pobliżu domu. „Ich świat został wywrócony do góry nogami. Przeżywają ból, którego żaden rodzic nie powinien doświadczyć” – czytamy w opisie wsparcia dla rodziców chłopca, Lance’a i Kendry Bennettów. Głos zabrała również ciotka Emmetta, Angela Randolph, która w rozmowie z lokalną telewizją przyznała, że rodzina do końca liczyła na inny scenariusz. "Chcieliśmy szukać w lesie. Nie pozwolili nam. Rozumiem. Oni myśleli, że jest w wodzie, ale my mieliśmy nadzieję, że może nie wpadł, że może się przestraszył, widząc kolegę" – mówiła. Dodała też, że nie potrafi znaleźć słów na to, co przeżywa jej siostra i szwagier. "Nie wiem jeszcze, jak żyć dalej. Nie wiem, jak pomóc mojej siostrze i jej mężowi. Chciałabym zabrać im ten ból" – powiedziała. Policja zaapelowała do mieszkańców o zachowanie ostrożności i unikanie wchodzenia na zamarznięte zbiorniki wodne. „Lód może być nieprzewidywalny i skrajnie niebezpieczny, nawet jeśli wygląda na solidny” – ostrzegli funkcjonariusze. Śledztwo w sprawie tragedii trwa.