Mało tego! Hubert Urbański, którego "Super Express" spotkał na zakupach w jednym z warszawskich centrów handlowych, nie był zbyt wybredny w wyborze sklepów. Nie kręcił się, jak można było się spodziewać, po luksusowych butikach uznanych projektantów.
Obserwował promocje
Prezenter zamiast markowych sklepów wybierał swojskie, rodzime firmy. Nic a nic nie grymasząc, kupił garnitur niedrogiej polskiej firmy szyjącej dla mężczyzn. Taki, jaki wielu Polaków ma w swojej szafie i używa latami!
Po garniturze przyszedł czas na buty. I tu też Hubert nie stroił fochów. Wybrał coś dla siebie w sklepie dla zwykłych śmiertelników, w którym właśnie trwała wyprzedaż. Musimy tu przyznać, że zakupy Urbański robi z rozmysłem - już kilka dni wcześniej "rozpoznał" teren i wybrał sobie buty.
Odkuje się na "Milionerach"
A że po udanych zakupach najlepszym relaksem jest kawa i gazetka, dziennikarz skierował swoje kroki do salonu prasowego. I tu kolejne zaskoczenie! Zamiast wziąć pod pachę gruby plik gazet i zapłacić za nie przy kasie, Urbański stał skromnie przy półkach. Nie kupując, tylko przeglądał. To się nazywa oszczędność!
Widać ostatnie miesiące mocno uderzyły Huberta po kieszeni. Po tym, jak we wrześniu zrezygnowała z niego jako prowadzącego "Taniec z gwiazdami" stacja TVN, zarabiał jedynie na chałturkach po około 10 tys. złotych każda.
To nie to samo co cykliczny program, dzięki któremu za odcinek można zarobić do kilkudziesięciu tysięcy złotych miesięcznie.