Mała Nikola (3 l.) przez całą Wigilię zerkała na puste ...
Domagają się w nim, by prokuratura przesłuchała "Pumę" - jednego z najgroźniejszych terrorystów - zatrzymanego w dniu tragedii w Nangar-Khel. Twierdzą, że atak na wioskę był przypadkowy, bo w istocie ich celem byli związani z "Pumą" terroryści, którzy czaili się do kolejnego ataku. Na obszarpanej kartce papieru żołnierze spisali dramatyczne pytania i wątpliwości dotyczące trwającego postępowania. Najbardziej zależy im teraz na przesłuchaniu Hakima Zobi Ullacha Shaheda - zwanego Pumą. Ten groźny terrorysta wpadł w ręce polskich komandosów 16 sierpnia rano w okolicy wioski Nangar-Khel. Tej samej, w której kilka godzin później w wyniku ostrzału zginęło ośmioro afgańskich cywilów.
Kim jest "Puma"?
Zdaniem amerykańskiego i polskiego wywiadu to jeden z przywódców tzw. szczebla operacyjnego (czyli przygotowujący m.in. zamachy) talibów. To on miał też przygotowywać zamach na polski patrol 16 sierpnia. Przypomnijmy, że w wyniku wybuchu miny-pułapki zniszczone zostały dwa polskie pojazdy, a na żołnierzy posypał się grad kul.
Tuż po zamachu na Polaków w okolicy wioski Nangar Khel zorganizowano obławę na terrorystów. Ale wpadło ich tylko dwóch - w tym "Puma".
Zdaniem polskich żołnierzy, terrorystów było jednak znacznie więcej.
W liście żądają wyjaśnienia tej sprawy! - Prokuratura nie przesłuchała "Pumy" aresztowanego w dniu Nangar-Khel. To trzeci na liście ISAF (poszukiwanych terrorystów -przyp. red.), ma wiedzę! - piszą w grypsie. - Talibowie nigdy nie pracują w dwie osoby. Było ich tam dużo więcej - czytamy.
Gdzie kaseta?
Na korzyść wersji przedstawianej przez wojskowych ma świadczyć też film z kamery znalezionej przy "Pumie". Według zatrzymanych, nagrana jest na niej grupa terrorystów szykująca się do ataku, właśnie w tamtych okolicach. - Gdzie jest kaseta, na której są talibowie? - pytają. Czyżby nagranie nie dotarło do polskich prokuratorów?
Ta kaseta i zeznania "Pumy" mogą stanowić przełom w śledztwie przeciwko Polakom. Przypomnijmy, że prokuratura zarzuciła siedmiu żołnierzom, że ostrzelali bezbronną wioskę, wiedząc, że nie ma w niej terrorystów. W wyniku ataku moździerzowego przeprowadzonego w okolicach miejscowości Nangar-Khel zginęło 8 cywilów. Żołnierze utrzymują, że tylko jeden pocisk spadł na osiedle. Miał to być tragiczny wypadek w trakcie akcji wymierzonej przeciw terrorystom. Twierdzą też, że działali na rozkaz.
Dostali najcięższe zarzuty
Mimo wielu miesięcy śledztwa w tej sprawie do dziś pozostaje wiele niejasności. Nie ustalono, czy rzeczywiście Polacy działali na rozkaz i kto go wydał. Nie wiadomo, jakie dowody świadczą przeciwko nim. Do dziś wszystkie fakty z tego tragicznego dnia pozostają ścisłą tajemnicą wojskową. Jednak prokuratura postawiła żołnierzom najcięższe możliwe zarzuty. Oskarża ich o zbrodnię wojenną na ludności cywilnej, domagając się dla sześciu z nich kary od 25 lat więzienia do dożywocia!
Prokuratura wojskowa nie chce komentować ustaleń "Super Expressu". - Na razie czynności w Afganistanie zostały zakończone. Jednak nasze plany śledcze są objęte ścisłą tajemnicą - powiedział nam wczoraj Karol Frankowski, szef pionu śledczego Naczelnej Prokuratury Wojskowej.
"Czemu Żandarmeria Wojskowa i prokuratura nie przesłuchały "Pumy", aresztowanego w okolicach Nangar-Khel, w dniu tragedii? On ma wiedzę." "Czemu nie przesłuchano mieszkańców wioski?" "Gdzie taśma wideo, na której byli talibowie przed atakiem? Znaleziono przecież na miejscu kamerę..." - oto dramatyczne pytania żołnierzy, które zawarli w grypsie do naszego dziennikarza.
Każda osoba, która posiada jakąkolwiek wiedzę w tej sprawie, powinna zostać przesłuchana. W szczególności tak ważny w strukturach terrorystycznych dowódca.




