W sobotę, 30 stycznia zostały wznowione poszukiwania Ewy Tylman. Policja miała przeczesać Wartę w promieniu 30 kilometrów od Poznania. Adam Z. już jakiś czas temu usłyszał zarzut zabójstwa z zamiarem ewentualnym. Mężczyzna nie przyznał się do zarzucanego mu czynu. Prokuratura stawiając koledze zaginionej zarzuty, musiała przyjąć jakąś wersję wydarzeń, ale do dzisiaj nie znają jej nawet rodzice 26-latki, którzy w śledztwie dostali status pokrzywdzonych. Jak podaje Gazeta Wyborcza zarówno prokuratura, jak i sąd odmówiły udostępnienia akt członkom rodziny Tylman. - Sąd podzielił zdanie, że udostępnienie akt śledztwa mogłoby negatywnie wpłynąć na jego przebieg. A dotychczasowe zachowanie pokrzywdzonych rodzi wątpliwości, jak wykorzystaliby pozyskaną w ten sposób wiedzę - poinformował w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" Aleksander Brzozowski, rzecznik poznańskiego sądu. Ponoć powodem jest zachowanie ojca zaginionej kobiety podczas wizji lokalnej przy moście Rocha.
Kobieta zaginęła w nocy z 22 na 23 listopada. Wyszła wtedy z imprezy firmowej ze swoim kolegą z pracy Adamem Z.. Miała wracać taksówką do domu. Jednak kamery monitoringu zarejestrowały jak szła ze swoim znajomym przez Poznań w kierunku mostu Rocha. Policja bezskutecznie przeszukała dno Warty - do tej pory nie znaleziono ciała. Przeanalizowano szereg nagrań z monitoringu i przesłuchano świadków.