Koronawirus w Polsce: Dramatyczna sytuacja w sanepidach: „Padamy na twarz. Mamy chrypy, bolą nas oczy”

Koronawirus w Polsce: Dramatyczna sytuacja w sanepidach: „Padamy na twarz. Mamy chrypy, bolą nas oczy”
Autor: Pixaby/ Leni_und_Tom Koronawirus w Polsce: Dramatyczna sytuacja w sanepidach: „Padamy na twarz. Mamy chrypy, bolą nas oczy”

Obok medyków, są na pierwszej linii frontu walki z koronawirusem. Pracownicy stacji sanitarno – epidemiologicznych codziennie przeprowadzają tysiące wywiadów epidemiologicznych i wydają administracyjne decyzje o kwarantannie. Niestety system – mówiąc kolokwialnie - się „zapycha”. Dokumentów do przygotowania jest tak dużo, że pracownicy sanepidu mają spory problem z wydawaniem ich na bieżąco.

Sytuacja w wielu stacjach sanitarno – epidemiologicznych jest wręcz dramatyczna. Pracownicy jednostek mówią o skrajnym przeciążeniu. Od początku pandemii, czyli grubo od ponad pół roku pracują praktycznie bez przerwy na najwyższych obrotach. Odbierają, ale i wykonują setki telefonów dziennie i równie dużo piszą, między innymi decyzji administracyjnych – to tony przysłowiowych „papierów” .

W ostatnich tygodniach, gdy liczba nowych zakażeń wręcz galopuje sytuacja pogarsza się jeszcze bardziej.

CZYTAJ: Co robić, kiedy mam objawy COVID-19? Jak umówić się do lekarza? Gdzie zgłosić się na test?

- My pracujemy non – stop. Przychodzimy rano do pracy, wychodzimy po 22-ej, pracujemy w soboty i w niedziele. Cały czas dzwonimy i wydajemy decyzję, jest nas mało, sprzęt mamy, jaki mamy. To, że jest COVID, to nie oznacza, że nam przybyło pracowników i komputerów. Mamy tylko po dwie ręce i jedną głową. My się nie wyrabiamy, padamy na twarz. Mamy chrypy, bolą nas oczy, bo ile można siedzieć przy komputerze i pisać – pyta retorycznie Joanna Samburska z PSSE w Bełchatowie.

A pisać trzeba, przede wszystkim decyzje administracyjne o nałożeniu kwarantanny,. Tych dokumentów dzień w dzień powstają tony – wystarczy przytoczyć statystyki mieszkańców, których nią nałożono. W Bełchatowie w ciągu ostatnich tygodni liczby idą w setki, zdarza się, że tą procedurą objętych jest ponad tysiąc mieszkańców. Trudno w tej sytuacji, by dokumenty powstawały na bieżąco. Opóźnienia w przesyłaniu dokumentów są i raczej trudno spodziewać się przyspieszenia.

- Już na etapie wywiadu epidemiologicznego często prosimy, spokojnie tłumacząc zakażonym, że wydanie decyzji może potrwać. O ile osoby, które są w tej kwarantannie starają się nas zrozumieć, to z kolei pracodawcy ich „gniotą”. Ci biedni ludzie znów do nas dzwonią – mówi Joanna Samburska i dodaje: - Mamy więc gorący apel do zatrudniających: te osoby, które są na kwarantannie dostaną te decyzje, tylko zrozumcie, że tego jest tak dużo, że te decyzje przesyłamy sukcesywnie.

Dramatyczna sytuacja w sanepidach: „Padamy na twarz. Mamy chrypy, bolą nas oczy”

Joanna Samburska podkreśla, że zdarzają się przypadki, że osoby już zakończyły kwarantannę i wracają do pracy, a decyzji jeszcze nie mają. Zgodnie z przepisami pracownik decyzję o kwarantannie powinien dostarczyć do pracodawcy w ciągu maksymalnie 3 dni od powrotu do pracy, ale:

- To jest pandemia, to jest sytuacja wyjątkowa. Prosimy o zrozumienie – dodaje Joanna Samburska z PSSE w Bełchatowie.

Posłuchajcie obszernego wywiadu o sytuacji w bełchatowskiej Stacji Sanitarno - Epidemiologicznej.

Dramatyczna sytuacja w sanepidach: „Padamy na twarz. Mamy chrypy, bolą nas oczy” mówi Joanna Samburska z PSSE w Bełchatowie: