Do niebezpiecznej sytuacji doszło 27 października. Jak poinformowała w mediach społecznościowych Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Toruniu, leśniczy Jarosław Junkiewicz z Leśnictwa Janowo (powiat bydgoski) otrzymał od przypadkowej osoby informację o uwięzionym łosiu.
Mężczyzna natychmiast ruszył na pomoc. Wspólnie z przyjaciółmi ostrożnie odciął siekierą fragment korzenia brzozy, w którym zaklinowało się poroże zwierzęcia. Łosiowi udało się uwolnić głowę, ale na tym problemy się nie skończyły. Wyczerpane zwierzę nie miało siły podnieść się z ziemi.
Łoś nie mógł wstać. Potrzebna była pomoc weterynarza
Jeszcze tego samego wieczoru stan zwierzęcia sprawdził Robert Człapa, podleśniczy Leśnictwa Strzyżawa, który pełni również funkcję miejscowego łowczego. Następnego dnia łoś nadal leżał w tym samym miejscu. Leśnik ostrożnie podał mu wodę z konewki, ale było jasne, że potrzebne są kolejne działania.
W akcję zaangażowało się Centrum Zarządzania Kryzysowego Gminy Dąbrowa Chełmińska. Na miejsce przyjechał lekarz weterynarii, który podał zwierzęciu leki.
Konieczne było również wykorzystanie specjalistycznego sprzętu. Przy pomocy ładowarki i pasów udało się postawić osłabionego łosia na nogi.
Szczęśliwy finał akcji leśników
Na szczęście interwencja zakończyła się sukcesem. Łoś odzyskał siły na tyle, by samodzielnie oddalić się do lasu.
Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Toruniu podziękowała wszystkim osobom zaangażowanym w ratowanie zwierzęcia, a szczególnie człowiekowi, który zauważył potrzebującego pomocy łosia i nie przeszedł obok niego obojętnie.
Jak podkreślili leśnicy, ich praca to nie tylko gospodarowanie lasami. To również reagowanie w sytuacjach, gdy dzikie zwierzęta potrzebują pomocy.