Noblistka Olga Tokarczuk wychowała się w zespole pieśni i tańca [ZDJĘCIA]

2019-10-14 20:41 DARIUSZ DUTKIEWICZ
Olga Tokarczuk. Noblistka wychowała się w zespole pieśni i tańca
Autor: reprodukcja Dariusz Dutkiewicz/SUPER EXPRESS Olga Tokarczuk. Noblistka wychowała się w zespole pieśni i tańca

Małą, zaledwie kilkuletnią Olgę, kochał cały zespół ,,Kleniczanie''. Ojciec Olgi, Józef Tokarczuk, twórca tego wybitnego zespołu przyprowadzał córeczkę na próby. Trzymał ją na kolanach, kiedy chłopcy i dziewczęta z Klenicy pod Sulechowem szaleli na deskach dawnego pałacu Radziwiłłów, gdzie odbywały się próby. Olga, bezpieczna, na kolanach ojca, z ciekawością chłonęła tę atmosferę pełni życia, jakże daleką od prozy szarego komunistycznego świata, który ich otaczał. I pewnie tutaj, w myśliwskim pałacu, ukształtował się jej subtelny, ale jakże wyzwolony charakter.

Starsi Kleniczanie doskonale pamiętają kiedy do ich wsi przybył wraz z małżonką Wandą, Józef Tokarczuk. Zamieszkali w dawnym pałacu myśliwskim. Byli wykładowcami Lubuskiego Uniwersytetu Ludowego. Kiedy pani Wanda dostała bóle porodowe, to natychmiast zawieziono ją do szpitala w Sulechowie. Tam przyszła na świat Olga. Dla miejscowych jednak kluczowym było, skąd tak świetny wykładowca znalazł się na wsi. Doszli do tego, że ojciec Olgi wcześniej tańczył w zespole Mazowsze. - Podpadł pewnie komuś, to go wysłali na wieś, bo takie to były czasy - mówi Ryszard Hojka (72 l.). - Mieliśmy wielkie szczęście, bo miał wielki dryg do tańca, ale i do śpiewu.


I tak w 1968 roku powstał zespół Kleniczanie. Oficjalnie pierwszy raz wystąpili w 1969 roku. - Nie było żadnego przymusu, żeby wstępować do ludowego zespołu, bo tam tańczyły i śpiewały tak piękne dziewczyny, że my, chłopcy, walczyliśmy żeby z nimi znaleźć się na deskach - mówi z lekkim uśmiechem Hojka. Ojciec Olgi tych wiejskich chłopców i dziewczęta pragnących być ze sobą, bawić i walczyć o lepsze jutro, potrafił wprowadzić na szczyty. Zespół z maleńkiej Klenicy dwa razy z rzędu był gwiazdą dożynek centralnych w Warszawie. To wymagało olbrzymiego nakładu pracy. - Harowaliśmy po kilka godzin dziennie, przez cztery dni w tygodniu, bo Józef był bardzo wymagający - wspomina Hojka.


A perełką, jak mówią Kleniczanie, była Ola. Nie tańczyła, bo za mała była, ale taka ciepła i zawsze obserwatorka. Taką ją pewnie wszyscy u nas zapamiętali. A ojciec to ją kochał nad życie, bo na próbach zawsze była i patrzyła tymi swymi wielkimi oczętami co my tam wyczyniamy. - Tego się da zapomnieć - mówi była tancerka zespołu. 


Ale i Olga nie zapomniała tych lat spędzonych w pałacu, przy wierzbie, która stoi na środku pałacowego placu. Zespół śpiewu i tańca z jej dziecięcych lat nie istnieje. Jednak kiedy ci piękni chłopcy i dziewczęta w czerwcu tego roku postanowili spotkać się z okazji złotych godów powstania zespołu Olga Tokarczuk wraz mamą i siostrą do małej Klenicy w Lubuskiem przyjechała. Wróciła do korzeni...