- Prezydent Krakowa Aleksander Miszalski oskarżył swoich przeciwników politycznych o opłacenie farmy botów.
- Wskazuje, że to nie jedyna nieuczciwa metoda stosowana w kampanii – wymienia też próby łączenia go z aktami agresji i manipulację faktami.
- Miszalski potępił te praktyki, nazywając je "brudną kampanią" i zaapelował o merytoryczną debatę o mieście.
Aleksander Miszalski grzmi w sieci! Kto stoi za atakiem botów na prezydenta Krakowa?
Atmosfera w krakowskim samorządzie jest niezwykle napięta. Najnowszy wpis prezydenta Aleksandra Miszalskiego w mediach społecznościowych dolał oliwy do ognia. Polityk wprost zarzucił swoim oponentom stosowanie nieuczciwych praktyk, które mają na celu zdyskredytowanie go w oczach opinii publicznej. Chodzi o zorganizowaną akcję, która rozpoczęła się w ostatnich dniach.
- Jak niepewnym swoich racji i argumentów trzeba być, żeby sięgać do takich metod. Od wczoraj ktoś „życzliwy” zapłacił za farmę botów, które udając moich sympatyków lajkują moje wpisy – napisał Aleksander Miszalski na swoim profilu na Facebooku. Prezydent Krakowa nie ma wątpliwości, że jest to celowe działanie, mające podważyć jego wiarygodność. Jak sam stwierdził, jest to „prowokacja szyta tak grubymi nićmi jak portfele osób, które za nią stoją”.
Prezydent Krakowa w swoim wpisie nie poprzestał jedynie na oskarżeniach dotyczących farmy botów. Wskazał, że to tylko jeden z elementów szerszej strategii, którą określił mianem brudnej kampanii. Według jego relacji, podejmowane są również próby powiązania go z aktami agresji, do których miało dochodzić podczas zbiórki podpisów związanej z planowanym referendum, a także manipulowania faktami na jego temat.
W dalszej części swojego oświadczenia Aleksander Miszalski zwrócił się bezpośrednio do autorów tych prowokacji. - Panowie, walczcie fair i nie sięgajcie po „tanie” prowokacje – zaapelował.
Prezydent Krakowa nie gryzł się w język. "To są metody, którymi się brzydzę"
Wpis prezydenta Miszalskiego jest nie tylko oskarżeniem, ale również manifestem politycznym. Zdecydowanie odciął się on od nieuczciwych zagrań, podkreślając, że są one sprzeczne z jego wartościami. - Boty podszywające się pod moich sympatyków, próba łączenia mnie z aktami agresji wobec osób zbierających podpisy, manipulacja faktami - to są metody, którymi się brzydzę – czytamy w oświadczeniu opublikowanym na Facebooku.
Na zakończenie Aleksander Miszalski podkreślił, czego jego zdaniem oczekują od polityków mieszkańcy stolicy Małopolski. - Mieszkańcy Krakowa chcą debaty o mieście a nie brudnej kampanii i czarnego PR – podsumował.