Pożar strawił dorobek życia całej rodziny. Na widok ognia Alanek wpadł w histeryczny płacz

W jednej chwili ich spokojne życie legło w gruzach! W Choczni (powiat wadowicki) kilka dni temu spalił się dom sześcioosobowej rodziny. Ogień pojawił się na strychu i zabrał ze sobą cały dach. To czego nie zabrał zniszczyła woda, którą strażacy ugasili pożar.

  • W Choczni spłonął dom 6-osobowej rodziny Migdałek kilka dni temu, około godziny 13:00, niszcząc dach i wnętrze.
  • 70-letnia Jadwiga Migdałek, chorująca na POCHP i podłączona do tlenu, została uratowana z płonącego domu przez sąsiadów.
  • Dom jest niezdatny do zamieszkania, a rodzina, w tym dwoje małych dzieci (wcześniaków), planuje odbudowę i uruchomiła w tym celu zbiórkę.

Pożar pozbawił rodzinę dachu nad głową

Pojechałam po brata, odebrać go z pracy. Gdy wróciliśmy nasz dom płonął. Na podwórku było pełno strażaków, którzy gasili płomienie – opowiada w rozmowie z "Super Expressem" Daria Migdałek ( 35 l.) Jadąc po brat kobieta wzięła ze sobą synków: 4–letniego Alana i 4-miesięcznego Fabiana.

Obaj są wcześniakami. Alan urodził się na początku szóstego miesiąca ciąży. Był skrajnym wcześniakiem, lekarze długo walczyli o jego życie – mówi pani Daria. Dodaje, że niedawno wróciła do domu z młodszym synkiem. On z kolei po urodzeniu spędził 1,5 miesiąca w szpitalu dziecięcym w Prokocimiu.

Pożar wybuchł około godziny 13.00. W domu rodzinnym była 70–letnia mama Darii – Jadwiga. Kobieta jest przez całą dobę podłączona do butli z tlenem, bo choruje na POCHP, nieuleczalną i przewlekłą chorobę płuc. To sąsiedzi, którzy przybiegli z pomocą wyprowadzili seniorkę na zewnątrz. Zdążyli także uratować sprzęt medyczny, dzięki któremu oddycha.

Dziecko przeżyło traumę

Na widok pożaru Alan wpadł w histerię. Płakał za zabawkami, które zostały w środku, jednak tak naprawdę widok ognia całkowicie zburzył jego poczucie bezpieczeństwa – mówi Daria Migdałek. Dom jej rodziny nie nadaje się do zamieszkania. Nadzór budowlany nakazał ogrodzić go taśmą i zabronił wchodzić do środka. Rodzina musi także zatrudnić kierownika budowy, który napisze opinię, w jakim zakresie można prowadzić prace przy odbudowie.

To on ma zadecydować, czy dom trzeba będzie wyburzyć, czy będzie można odbudować – mówi Dagmara Migdałek (31 l.). Rodzina chce odbudować zniszczony budynek, tak by móc do niego wrócić. Na to jednak potrzebne będą duże środki. – Tu się urodziłam i tu chcę umrzeć – mówi w rozmowie z "Super Expressem" Jadwiga Migdałek (70 l.). Na pomoc pogorzelcom została uruchomiona zbiórka.

Sonda
Bierzesz udział w akcjach charytatywnych?
6 – osobowa rodzina z Choczni straciła dom w pożarze

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki