Spis treści
Miłosne uniesienia w Urzędzie Pracy
Do niecodziennego zdarzenia doszło w siedzibie Miejskiego Urzędu Pracy w Radomiu. Para zatrudnionych urzędników zaryglowała się w służbowym pokoju, by uprawiać seks! Niestety dla nich, hałasy dochodzące zza zamkniętych drzwi zaalarmowały osoby pracujące w sąsiednim pomieszczeniu, a te niezwłocznie poinformowały kierownictwo.
Sytuacja wywołała konsternację w kadrze zarządzającej. Szef instytucji, Łukasz Molenda, na wieść o incydencie i miłosnych igraszkach swoich pracowników niezwłocznie przerwał swój urlop i stawił się w pracy. Zaraz po weekendzie wezwał bohaterów skandalu na dywanik.
Dyrektor urzędu decyduje się na rozwiązanie umów
Z relacji szefa radomskiej placówki wynika, że zebrane informacje nie pozostawiały złudzeń i wymagały kategorycznej decyzji. Obie strony przystały na zakończenie współpracy za obopólnym porozumieniem. W efekcie para pożegnała się z posadami z dnia na dzień, tracąc również prawo do jakiejkolwiek odprawy.
Pojawiły się głosy, dlaczego kierownictwo zrezygnowało z tzw. dyscyplinarki. Zarówno szefostwo MUP-u, jak i zaangażowany w sprawę mecenas argumentują, że w świetle obowiązującego prawa takie rozwiązanie byłoby ryzykowne.
- Jak wynika z orzecznictwa, moralność nie podlega ocenie, nie może być przyczyną zwolnienia w trybie art. 52 kodeksu pracy - tłumaczy dyrektor Łukasz Molenda, dodając, że decyzja o porozumieniu stron miała na celu zachowanie powagi instytucji, a ewentualne zwolnienie dyscyplinarne mogłoby nie utrzymać się w sądzie pracy.
Kolejne problemy wizerunkowe
Dla radomskiego pośredniaka to nie pierwsza wpadka w ostatnim czasie. Niedawno szeroko komentowano incydent z innym pracownikiem, który został wyrzucony z pracy za rzucanie butelkami na stadionie podczas piłkarskich derbów między Radomiakiem a Koroną.
Najnowsza afera biurowa wywołała spory niepokój w urzędniczych korytarzach. Pozostała część załogi boi się, że skandal przylgnie do całej instytucji, prowokując uszczypliwe uwagi ze strony osób poszukujących zatrudnienia.