Dwumiesięczny Carlos leżał martwy w gondoli. Chłopczyk zamarzł w lodowatym mieszkaniu. Jego matka zniknęła

2026-08-05 9:50

Prokuratura w Radomiu planuje postawić zarzuty 38-letniej kobiecie, której dwumiesięczny syn zamarzł w lodowatym mieszkaniu w styczniu tego roku. Po tym dramatycznym zdarzeniu kobieta opuściła miasto i obecnie jej miejsce pobytu pozostaje nieznane, co wymusiło tymczasowe zawieszenie śledztwa.

Dłoń niemowlęcia na kocyku w gwiazdki. O tragicznej śmierci dziecka w Radomiu przeczytasz na SE.
Autor: Pixabay.com

Dramat w radomskiej kamienicy

Pod koniec tegorocznego stycznia w budynku przy ulicy Sienkiewicza w Radomiu rozegrał się prawdziwy dramat. Matka znalazła swoje niemowlę sine i bez jakichkolwiek oznak życia. Wezwani na miejsce medycy oraz funkcjonariusze policji od razu przystąpili do akcji ratunkowej, jednak wysiłki te nie przyniosły efektu, a dziecko zmarło.

Zamarznięta woda i szron. Warunki w radomskim mieszkaniu

W pomieszczeniach, gdzie przebywał dwumiesięczny chłopiec, wiało chłodem i panował ogromny bałagan. Okna w mieszkaniu były pokryte warstwą lodu, na ścianach osadził się szron, a w butelkach znajdowała się zamarznięta woda. W chwili zdarzenia w lokalu przebywały trzy osoby: 37-letnia wtedy matka chłopca, jego babcia oraz ciocia. Kobiety przekazały policji informację, że ostatnie rozpalenie w piecu kaflowym miało miejsce poprzedniego dnia wieczorem.

Mały Carlos leżał w wózkowej gondoli, ubrany w wiele warstw odzieży, w tym kombinezon, czapeczkę i rękawiczki, okryty był również grubym kocem oraz pokrowcem. Dzień przed tragedią jego matka przybyła z nim pociągiem z Krakowa. Kobieta utrzymywała, że nie miała świadomości tego, jak bardzo wyziębione jest mieszkanie. Chłopiec był karmiony na zmianę mlekiem z piersi i modyfikowanym. Swój ostatni posiłek przyjął w okolicach trzeciej w nocy. Zaledwie po upływie trzech godzin 37-latka zorientowała się, że wydarzyła się tragedia.

Biegli jednoznacznie wskazują przyczynę zgonu dwumiesięcznego Carlosa

Dla organów ścigania kluczowe znaczenie miały wnioski płynące z sekcji zwłok oraz opinie ekspertów medycznych. Potwierdzono, że kobieta naraziła malucha na ogromne niebezpieczeństwo, przebywając z nim przez kilkanaście godzin w miejscu, gdzie termometry wskazywały niemal 0 stopni Celsjusza.

- Biegli ocenili, że w wyniku tego u niemowlęcia doszło do rozwoju śródmiąższowego zapalenia płuc, a następnie do porażenia ośrodka oddychania i krążenia, spowodowanego wychłodzeniem organizmu, co skutkowało zgonem dziecka - informuje szef Prokuratury Rejonowej Radom-Wschód Cezary Ołtarzewski

Poszukiwania 38-letniej matki zmarłego Carlosa z Radomia

Prokuratorzy mają w planach oskarżenie 38-latki o narażenie człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia oraz nieumyślne doprowadzenie do zgonu, lecz na ten moment nie da się wręczyć jej odpowiednich pism. Bezpośrednio po tych wydarzeniach kobieta opuściła Radom i nie wiadomo, gdzie aktualnie przebywa. Skutkuje to tym, że organy ścigania musiały zawiesić prowadzone czynności śledcze.

Zarzucane kobiecie przestępstwa, które wkrótce mają zostać formalnie postawione przez prokuraturę, są zagrożone karą od trzech miesięcy nawet do pięciu lat pozbawienia wolności.

Katastrofa samolotu w Radomiu

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki