Krzyki, omdlenia, egzorcyzmy. Tak wyglądają msze o uzdrowienie w Lublinie

2020-01-24 20:57 Redakcja ESKA INFO
Krzyki, omdlenia, egzorcyzmy. Tak wyglądają msze o uzdrowienie
Autor: unsplash.com // Sarah Noltner Krzyki, omdlenia, egzorcyzmy. Tak wyglądają msze o uzdrowienie

Ludzie padali bezwładnie na podłogę. Leżeli kilka minut. To normalny widok podczas mszy o uzdrowienie, które regularnie odbywają się w Lublinie. Dla jednych to coś niezwykłego, dla innych... nic nowego. A Wy, co sądzicie na ten temat?

– Wyglądało to tak, że ksiądz kładł ręce na głowie, modlił się, a osoby mu towarzyszące prosiły o dary dla ciebie. Na tym spotkaniu wtedy była też kobieta, która przeżyła to zupełnie inaczej. Ona „zasnęła”, ale długo nie wstawała. Było to dziwne i jeden z księży do niej podszedł i wtedy mnie zmroziło – relacjonuje Kasia, która raz brała udział w takiej mszy. – Ta kobieta krzyknęła tak jak nie człowiek. Wygięło ją trochę i w tej pozycji zastygła.

I, jak opowiada kobieta, wtedy trzech dorosłych mężczyzn z trudem zaniosło ją do zakrystii.

– Kobieta cały czas strasznie krzyczała. Później dowiedzieliśmy się, że była pod opieką egzorcysty, była zniewolona – mówi dziewczyna.

Co dzieje się na mszach o uzdrowienie? Opisuje to portal Lubelski.pl.

Zobacz też: Zakazany kult Santa Muerte. Dlaczego Watykan zabronił czcić Świętą Śmierć?

Po mszy nadszedł czas na modlitwę o uzdrowienie. Egzorcysta klęczy na podłodze, przed ołtarzem.

– Byłam w szoku, gdy zobaczyłam, jak pierwsza osoba pada bezwładnie na ziemię, a jednocześnie lekko jak piórko – opowiada Kinga, jedna z uczestniczek mszy. – Niektórzy wybuchali śmiechem, inny płakali, a jeszcze kolejni nic nie czuli. Mnie zaczęły płynąć łzy, ale jednocześnie nie mogłam przestać się uśmiechać – wspomina.

– Na takich mszach ludzie często krzyczą. Czasami szczekają jak psy albo miauczą jak koty. Niektórzy zaczynają mówić innymi językami. Nie. Nie obcymi. Takimi, których nikt nie zna i nie rozumie – podkreśla pani Joanna, która kolejny raz bierze udział w takiej mszy. I jak zapewnia, dzięki temu lepiej jej żyć.

Przeczytaj cały artykuł Dominiki Polonis w serwisie Lubelski.pl.