Pożar w Myjomicach, na południu Wielkopolski wybuchł po godzinie 14.00. Jak informowała wielkopolska Straż Pożarna jeszcze przed przybyciem strażaków rodzice ewakuowali z budynku dwoje dzieci. Gdy dom spowijał gęsty, duszący dym, rodzice sami zaczęli ratować swoje dzieci.
Czytaj: Dorota i jej 11-letni synek zginęli przez zabawkę. Szokująca przyczyna pożaru
Pan Mariusz wyniósł z domu do samochodu dwójkę młodszych dzieci - mówi Super Expressowi znajomy rodziny, który sam, gdy dowiedział się o pożarze, ruszył na pomoc.
Dorota M., żona Mariusza, postanowiła jeszcze wejść do domu, by ratować swoje trzecie dziecko. 11-letni Igor był chłopcem z autyzmem i niepełnosprawnością intelektualną w stopniu umiarkowany. Gdy się rodził, zachłysnął się krwią, co doprowadziło do zapalenia płuc. Noworodek był reanimowany dwa razy, podłączony do oscylatora i respiratora, a później także leczony eksperymentalnie lekami dla dorosłych. Rodzice przez wiele lat robili dla niego wszystko, co mogli. Niestety, gdy mama Igorka pobiegła na poddasze po niego, żeby uratować go z pożaru, wydarzenia potoczyły się lawinowo.
W tym czasie pożar gwałtownie się rozwinął - mówi mł. asp. Martin Halasz ze Straży Pożarnej w Poznaniu.
Gdy na miejsce tragedii dotarły pierwsze wozy straży pożarnej, ratownicy ewakuowali ze środka budynku kobietę oraz 11-letniego chłopca.
Natychmiast rozpoczęto resuscytację krążeniowo-oddechową. Kobieta została przetransportowana do szpitala - mówił Halasz.
Pomimo heroicznego wysiłku lekarzy życia dziecka, niestety, nie udało się uratować. Dzień po pożarze zmarła również Dorota M. Jak poinformował Janusz Walczak z Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim, biegły z dziedziny pożarnictwa ustalił, że przyczyną tzw. bezogniowego pożaru wskazano na przegrzanie baterii w zabawce, którą bawiło się jedno z dzieci.