Maciej pojechał do szpitala nastawić bark. Zmarł na SOR-ze. Pracownicy zawiadomili prokuraturę

2026-02-23 15:20

Pan Maciej pojechał do szpitala w Radomiu na prosty zabieg nastawienia barku. Ale w trakcie działań personelu medycznego coś poszło nie tak, co doprowadziło do śmierci mężczyzny. Rodzina oskarża placówkę o zaniedbania, bo znieczulenie ogólnie miał przeprowadzić lekarz na SOR-ze, bez udziału anestezjologa. - Nie możemy się z tym pogodzić - mówi pani Magda, siostra Macieja. Co ciekawe, prokuraturę o sprawie zawiadomili... pracownicy oddziału szpitalnego.

Mężczyzna trzymający się za bolący lewy bark.

i

Autor: Getty Images

Wstrząsające wydarzenia w szpitalu w Radomiu opisała na swoich łamach "Gazeta Wyborcza". Jak wynika z jej relacji, pan Maciej trafił do placówki na prosty zabieg nastawienia barku, który zwichnął w połowie stycznia 2026 roku. Po wezwaniu karetki przez siostrę 45-latka, mężczyzna trafił na Szpitalny Oddział Ratunkowy (SOR) Mazowieckiego Szpitala Specjalistycznego w Radomiu. Niestety, nigdy już nie wrócił do domu. Rodzina uważa, że zmarł poprzez zaniedbania lekarzy. - Nie możemy się z tym pogodzić. Maciej nie żyje, musiałyśmy z mamą organizować mu pogrzeb. Nie możemy się też pogodzić z tym, że nikt nam nie wyjaśnił, co się stało i kto ponosi odpowiedzialność za jego śmierć. Szpital nas po prostu zbył – mówi pani Magda, siostra Macieja. O tym, co wydarzyło się w placówce, dowiedziała się od reporterów "Wyborczej", którzy przeprowadzili dziennikarskie śledztwo w tej sprawie.

Pracownicy oddziału zdecydowali się bowiem sami zawiadomić o sytuacji prokuraturę. Są oburzeni tym, co stało się w miejscu ich pracy. Według pisma, które wysłano do Prokuratury Rejonowej w Radomiu, lekarz SOR-u do znieczulenia ogólnego ofiary nie wezwał anestezjologa, samemu nie posiadając takiej specjalizacji. Nie podpiął też żadnych urządzeń monitorujących czynności życiowe mężczyzny. Dopiero po dwudziestu minutach ktoś inny z personelu zorientował się, że pacjent przestał oddychać. Akcja reanimacyjna przywróciła oddech, ale pokrzywdzony już się nie obudził.

- Autorzy zawiadomienia do prokuratury opisali zachowanie lekarza, który przeprowadzał zabieg. Na uwagę, że błędem było niepodpięcie monitorów, miał ich straszyć, że jak ta sprawa „wyjdzie", to on się postara, żeby stracili pracę - mówi prokurator Cezary Ołtarzewski w rozmowie z "Gazetą Wyborczą", cytując pismo złożone przez pracowników placówki. Potraktował sprawę poważnie, mimo że ci z obawy przed lekarzem nie podpisali się pod listem. 

To nie koniec zaniedbań placówki. Szpital nie poinformował rodziny o tym, że pan Maciej trafił na OIOM, przypadkowo odnalazła go tam siostra. Badania wykazały cechy obrzęku mózgu, nie reagował na bodźce, doszło do uszkodzenia mózgu w wyniku niedotlenienia. Mężczyzna zmarł dwa dni później w hospicjum, do którego go skierowano. Bliscy pana Macieja, który był okazem zdrowia, są wstrząśnięci i zamierzają walczyć o sprawiedliwość.

Pan Maciej zginął przez lekarzy? Szpital zamiata sprawę pod dywan. Prokuratura ostro reaguje

Szpital w Radomiu nie odpowiada na pytania dziennikarzy w tej sprawie. W krótkim komunikacie informuje jedynie, że trwa postępowanie wyjaśniające. Zdaniem rodziny pana Macieja, placówka próbuje zamieść sprawę pod dywan, zamiast wziąć odpowiedzialność za swoich pracowników. Tym bardziej, że NFZ pod koniec ubiegłego roku już nałożył ogromną karę na szpital za niezapewnienie zgodnej z przepisami obsady lekarskiej na oddziale ratunkowym.

- W maju 2024 roku pogotowie przywiozło do szpitala na Józefowie nieprzytomnego mężczyznę. Okazało się wtedy, że na SOR-ze nie ma lekarza. Reanimację przez 20 minut prowadziły pielęgniarki, jednocześnie próbowano wydzwonić jakiegoś lekarza. Dwóch - kardiolog i ortopeda - odmówiło zejścia ze swoich oddziałów. Dopiero po 20 minutach z oddziału intensywnej opieki medycznej przybiegł lekarz anestezjolog i przejął akcję ratunkową. Niestety, bez pozytywnego skutku - opisuje "Gazeta Wyborcza".

Po tym zdarzeniu anestezjolog wpisał w systemie informatycznym szpitala notatkę o braku dyżurnego lekarza internisty na terenie SOR i o odmowie przybycia lekarzy dyżurnych SOR: ortopedy i chirurga. Zarząd szpitala, kiedy się o tym dowiedział, groźbami miał wymuszać usunięcie części notatki. Ta sprawa też trafiła do prokuratury, śledztwo jest w toku, a to nadal nie wszystkie przypadki dziwnych zgonów na terenie placówki, które mają zostać wzięte pod lupę. 

Sonda
Czy masz zaufanie do lekarzy?
Pokój Zbrodni - Funkcjonariusz SOP zabił córkę

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki