Głośna sprawa wójta gminy Niedźwiada
O Marku K. słyszała cała Polska. Mężczyzna, od 2018 r. pełniący obowiązki wójta położonej w powiecie lubartowskim gminy Niedźwiada, 20 grudnia 2025 r. mknął swym autem pijany. Kiedy w m. Tyśmienica zatrzymała go drogówka, wydmuchał 1,1 promila. To przestępstwo z kart Kodeksu karnego i gdyby został skazany przez sąd, musiałby pożegnać się z wójtowskim stołkiem, co związane jest także z utratą sowitych apanaży. Jego pensja wynosi około 20 tys. brutto miesięcznie. Groziły mu trzy lata więzienia.
W trakcie śledztwa kajał się, przekonując, że był to jednorazowy błąd. Dzień wcześniej uczestniczył w suto zakrapianej imprezie po odłowie karpi ze stawu, którego jest właścicielem. Bawiono się do trzeciej nad ranem. Nazajutrz wójt K. stwierdził, że jego ryby nie mają tlenu i musi im go zapewnić. - Mimo nieprzespanej nocy czułem się dobrze. Gdybym wiedział, że jestem pod wpływem alkoholu, nigdy nie usiadłbym za kierownicę. Ja nie mam problemu z alkoholem - cytuje wyjaśnienia mężczyzny Dziennik Wschodni. - Udałem się w drogę po butlę tlenową, aby uratować ryby od śnięcia. To była jednorazowa sytuacja, a droga jest rzadko uczęszczana.
17 marca 2026 r. w Sądzie Rejonowym w Radzyniu Podlaskim ogłoszono: postępowanie zostało warunkowo umorzone na dwuletni okres próby. Stracił prawo jazdy na rok, ma także wpłacić 20 tys. złotych na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym i Pomocy Postpenitencjarnej. Wcześniej do sądu wpłynęły „listy społecznego poparcia“, na których widnieje około 200 podpisów świadczących o tym, jaką pozytywną jednostką jest wójt K.
Mieszkańcy podkarpackiej gminy podzieleni, sąd podjął decyzję
„Super Express“ ustalił, że samorządowiec spod Lubartowa nie jest jedyną osobą ze świecznika, która w marcu 2026 r. doznała wyjątkowej wyrozumiałości ze strony Temidy. Adam P., wójt z położonego w Bieszczadach Polańczyka, także uniknął kłopotów - za przekroczenie uprawnień groziły mu trzy lata odsiadki i utrata stanowiska. Rzecz dotyczyła wycinki drzew, którą wójt zaordynował 29 lipca 2024 r. na działce należącej do gminy. - Społeczność Polańczyka szybko się podzieliła i jedni uznali, że dobrze, że wielkie drzewa zostały wycięte, inni uważali, że zniszczono unikalny krajobraz przy punkcie widokowym w pobliżu Jeziora Solińskiego - opowiada czytelnik, który poinformował „Super Express“ o sprawie. - Włodarz gminy Solina Adam P. stanowczo stoi na stanowisku, że drzewa zostały wycięte na prośby mieszkańców i ze względów bezpieczeństwa.
Na początku wszystko szło zgodnie z literą prawa. Gmina zwróciła się do Starostwa Powiatowego w Lesku z prośbą o wydanie zgody na wycięcie drzew. Starostwo wydało potrzebną zgodę na wycięcie jednej sosny, trzech modrzewi, nie zgodzono się jednak na wycięcie sześciu klonów. Jak można się domyślać, drzewa te także zostały wycięte, a Adam P. powtarzał, że zagrażały bezpieczeństwu. Starostwo Powiatowe w Lesku, które w ramach obowiązków nadzoruje lasy gminne w powiecie, zbadało sprawę i ukarało gminę Solina. Wysokość nałożonej kary to 22 050 zł. Gmina karę uiściła. - W konsekwencji zapłacili za to mieszkańcy. Skoro karę uiszczono, to oznacza, że włodarze gminy przyznają się do bezprawnego działania? - zastanawiają się w Polańczyku. Otóż nie. Wójt Adam P. utrzymywał, że nie zrobił nic złego ani nielegalnego.
Sprawa wycinki drzew trafiła do Prokuratury Rejonowej w Lesku. Jak wynika z dokumentów, wójt gminy Solina Adam P. był podejrzewany o to, że 29 lipca 2024 r. przekroczył swoje uprawnienia i podjął decyzję o wycince sześciu drzew w Polańczyku, pomimo odmowy wydania zezwolenia w tym zakresie przez starostę powiatowego w Lesku i braku innej podstawy prawnej, co stanowiło działanie na szkodę interesu publicznego. Mówiąc dokładniej, w grę wchodził art. 231 Kodeksu karnego, mówiący o nadużyciu uprawnień lub niedopełnieniu obowiązków przez funkcjonariusza publicznego, działającego na szkodę interesu publicznego lub prywatnego. Przestępstwo to zagrożone jest karą do trzech lat pozbawienia wolności.
Prokurator po przeanalizowaniu sprawy zawnioskował do Sądu Rejonowego w Lesku o warunkowe umorzenie postępowania karnego wobec wójta i zarazem o wyznaczenie okresu próby dla włodarza Adama P. na okres trzech lat, orzeczenie świadczenia pieniężnego na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym i Pomocy Postpenitencjarnej w kwocie 5 tys. zł oraz zwrot kosztów sądowych. 13 marca 2026 r. sprawa trafiła do Sądu Rejonowego w Lesku. Sąd orzekł wobec wójta gminy Solina dwa lata okresu próby, nawiązkę na rzecz gminy Solina w kwocie 3 tys. zł oraz nawiązkę na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym i Pomocy Postpenitencjarnej w kwocie 2 tys. zł. Wójt ma też zapłacić koszty sądowe.
Sędzia prowadząca sprawę zaznaczyła, że sąd co do zasady przychylił się do wniosku prokuratury. - Po zapoznaniu się ze wszystkimi aktami sprawy i po przesłuchaniu kilku świadków, należy uznać, że wina oskarżonego jest ewidentna - brzmiało ustne uzasadnienie. - Jednak szkodliwość społeczna czynu według sądu jest niewielkiego stopnia i można warunkowo umorzyć postępowanie wobec wójta.
Pikanterii sprawie dodaje fakt, że drzewa, o których mowa, zniknęły. Sześć klonów o obwodzie od 60 do 80 centymetrów rozpłynęło się w powietrzu.