„Rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady”
Bieszczady, położone w południowo-wschodniej Polsce, stanowią jeden z najbardziej unikalnych i pociągających regionów turystycznych, ceniony przede wszystkim za swoją dziką, nienaruszoną przyrodę. To królestwo rozległych połonin, gęstych lasów bukowych i jodłowych, oraz malowniczych dolin, które są domem dla rzadkich gatunków zwierząt, takich jak niedźwiedzie, wilki czy żubry.
Zdawać by się mogło, że region ten jest oazą spokoju i ciszy. Idealnym miejscem dla tych, którzy pragną uciec od zgiełku cywilizacji, by zanurzyć się w naturze i odnaleźć wewnętrzny spokój. Ba! Dla wielu Bieszczady stały się synonimem takiej właśnie ucieczki, inspirując popularne powiedzenie "rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady".
Problemem zaczęła być jednak wspomniana "dzikość". A właściwie obecność dzikich mieszkańców lasów – niedźwiedzi.
Mieszkańcy alarmują, że te potężne drapieżniki zaczęły coraz śmielej penetrować tereny zajęte przez człowieka. I to nie tylko w tych najgłębszych Bieszczadach w okolicy Wetliny, Wołosatego czy Cisnej, ale coraz częściej także w sąsiedztwie dużych miast – Sanoka czy popularnego turystycznie Polańczyka!
O swoim strachu opowiedzieli w reportażu Mateusza Chłystuna „Coraz bliżej siebie”, dostępnym na kanale YouTube „Super Expressu”.
Turystyka w Bieszczadach kuleje przez niedźwiedzie
Pan Krzysztof z Bereżnicy Wielkiej w rozmowie z reporterem „Super Expressu” opowiedział o swoim spotkaniu oko w oko z niedźwiedziem. "Misio" odwiedził go na podwórku! A dokładniej w stodole. - Idę sobie na pewniaka tak jak zawsze do środka. Wchodzę do środka. A niedźwiedź na dwie łapki, ja głowę na niego, on na mnie na dwie łapki spadł na cztery łapki w kierunku moim. [...] zaczęło mnie wysztywniło mnie. Po chwili już nie miałem wyjścia, musiałem uciekać - opowiada w materiale „SE”.
Mężczyzna zwrócił uwagę, że urzędnicy nic sobie nie robią z zagrożenia, które czyha na mieszkańców i licznych turystów odwiedzających Bieszczady. - Jak ja jej (urzędniczce - red.) powiedziałem, że turyści się boją przyjeżdżać, wie pan co mi odpowiedziała? Że to będzie dodatkowa atrakcja dla turystów - opowiedział reporterowi „SE”.
Słowa urzędniczki z Bukowska zdają się jednak mijać z prawdą. Być może, dla turystów szukających adrenaliny i „życia na krawędzi” będzie to zachęta. Jednak znaczna część potencjalnych turystów, po prostu boi się przyjeżdżać, a palący problem wałęsających się po centrach miast i prywatnych podwórkach niedźwiedzi uderza bezpośrednio w finanse mieszkańców żyjących z wynajmu kwater. Chociaż nie jest to jeszcze sezon urlopowy, część turystów już teraz odwołuje rezerwacje.
- Turystyka w Bieszczadach ze względu tego zagrożenia... turystyka po prostu zanika - mówią w rozmowie z Mateuszem Chłystunem.
- Niedźwiedzica wychodzi z dwoma małymi, biegnie sobie tutaj pod jabłoń, pożywia się jabłkami. [...] No na drugi dzień turyści wyjeżdżają - opowiadają.