Blady strach padł na mieszkańców Bieszczad
W wielu miejscowościach Bieszczad niedźwiedzie widywane są już nie tylko przy lesie, ale także tuż obok domów. Jest tak np. w Niebieszczanach, zaledwie kilka kilometrów od Sanoka. To względnie daleka północ od gęstych i dzikich lasów na pograniczu polsko-słowacko-ukraińskim. Mieszkańcy tej wsi tłumaczą i pokazują nagrania z monitoringu, prezentujące drapieżniki, które regularnie pojawiają się między zabudowaniami.
- Tam cały czas chodzi po łąkach, koło domów, między domami. Każdy go widział - mówi jedna z kobiet spotkanych przez ekipę „Super Expressu”. Inni mieszkańcy wskazują konkretne miejsca, gdzie niedźwiedzie pojawiają się niemal codziennie.
- W niedzielę znowu był. Ludzie się boją, szczególnie ci, którzy mieszkają bliżej lasu - opowiada pan Witold.
Największe emocje budzą jednak relacje rodzin z dziećmi. Jedna z mieszkanek pokazuje nagranie ogromnego niedźwiedzia spacerującego tuż obok jej domu.
- Jak człowiek widzi go z daleka, to wydaje się mały. Ale jak porówna pan jego wielkość do drogi, przez którą przechodzi to to jest olbrzym. Dwa kroki i jest po drugiej stronie - mówi kobieta.
Przyznaje, że dziś nie czuje się już bezpiecznie we własnym gospodarstwie.
- Kiedyś zwierzęta bały się ludzi. Ja wychowałam się tutaj i nie bałam się chodzić po lesie. Teraz boję się wypuścić dziecko do zabawy przed dom. Niedźwiedź zbiegnie z góry w chwilę. Gdzie człowiek ma uciekać? - pyta.
Polecany artykuł:
Mieszkańcy żądają zdecydowanych działań od władz
Mieszkańcy coraz częściej domagają się zdecydowanych działań, a część z nich otwarcie mówi o odstrzale zwierząt. Wniosek w tej sprawie złożyli już przedstawiciele kilku gmin w tym regionie. Wielu ludzi uważa, że problem narasta z roku na rok.
- To już nie jest pojedynczy przypadek. Niedźwiedzi jest coraz więcej. Kiedyś miały po jedno albo dwa młode, teraz po trzy, nawet cztery - mówi mieszkanka regionu.
Przyrodnicy podkreślają jednak, że odstrzał nie rozwiąże problemu. Jak tłumaczy Łukasz Lis z Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Rzeszowie, większość niedźwiedzi unika ludzi, a problemy powoduje zaledwie grupa kilkunastu–kilkudziesięciu osobników, które nauczyły się korzystać z łatwego pożywienia w pobliżu domów.
- To nie jest tak, że każdy niedźwiedź podchodzi pod zabudowania. Problem dotyczy osobników, które skojarzyły obecność człowieka z łatwym dostępem do jedzenia - tłumaczy.
RDOŚ rozpoczyna więc pilotażowy projekt monitorowania i odstraszania problemowych niedźwiedzi. Zwierzęta mają zostać wyposażone w specjalne obroże GPS, dzięki którym służby będą mogły śledzić ich ruchy niemal na bieżąco.
- Chcemy zaobrożować 18 osobników, które regularnie pojawiają się przy zabudowaniach. Jeśli niedźwiedź będzie zbliżał się do domów, grupa interwencyjna będzie go płoszyć, żeby zaczął kojarzyć sąsiedztwo człowieka jako coś nieprzyjemnego - wyjaśnia Łukasz Lis.
Projekt zakłada także montaż specjalnych "niedźwiedzioodpornych" pojemników na odpady. To właśnie resztki jedzenia i kompostowniki przyciągają zwierzęta pod domy.
- To jest kluczowe. Jeśli ograniczymy dostęp do pożywienia, niedźwiedzie przestaną podchodzić pod zabudowania - podkreśla przedstawiciel RDOŚ.
Problem jednak w tym, że dane w aplikacji aktualizują się co dwie godziny. Czy to wystarczy, by móc skutecznie zareagować?
Mieszkańcy choćby Bereżnicy Wielkiej, w której niedźwiedź już dwukrotnie odwiedzał jedną z posesji, mówią wprost - to pieniądze wyrzucone w błoto. Krzysztof Dębiński, który spotkał się oko w oko z wielkim niedźwiedziem w stodole i na podwórku, przekonuje, że skuteczna może być wyłącznie redukcja coraz liczniejszej populacji tych drapieżników. Podobnie myślą mieszkańcy Polańczyka - popularnego kurortu nad Soliną, w którym jeszcze do niedawna nikt nigdy nie widział niedźwiedzia. Tymczasem "misie" podeszły przed osiedlowy sklep w wieczór poprzedzający wizytę na miejscu ekipy „Super Expressu”.
Eksperci przekonują jednak, że większość niebezpiecznych spotkań, z niedźwiedziami w lesie, które mogą wywołać agresywną reakcję zwierzęcia - wynika z przypadkowego ich zaskoczenia. Najgroźniejsze są sytuacje, gdy człowiek znajdzie się między samicą a młodymi albo podejdzie zbyt blisko gawry.
- Niedźwiedź zazwyczaj unika człowieka. Problem pojawia się wtedy, gdy zostanie zaskoczony albo poczuje zagrożenie - tłumaczy Łukasz Lis.
To nie teoria, to realny problem mieszkańców
„Coraz Bliżej Siebie” pokazuje jednak, że dla mieszkańców Bieszczad problem nie jest już teorią ani przyrodniczą dyskusją. To codzienność i realny lęk o bezpieczeństwo rodzin. Reportaż Mateusza Chłystuna to opowieść o świecie, w którym człowiek i dzika natura zaczynają żyć coraz bliżej siebie - czasem zbyt blisko.
Czy powołanie specjalnej grupy interwencyjnej w tej sprawie ma sens? Czy władze wyższego szczebla zgodzą się na wnioski samorządów, dotyczące odstrzału niedźwiedzi? I wreszcie czy Bieszczady są bezpieczne? Odpowiedzi na te pytania szukamy z kamerą „Super Expressu” tam, gdzie problem jest już palący i jego rozwiązań trzeba szukać czym prędzej. Zapraszamy na reportaż.