Joanna Kołaczkowska od lat była jedną z najważniejszych postaci polskiej sceny kabaretowej. Publiczność kochała ją za wyjątkowy styl, błyskotliwy humor i niezwykłą naturalność. Potrafiła rozśmieszyć widzów jednym spojrzeniem, aby chwilę później wzruszyć do łez. Występy Kabaretu Hrabi z jej udziałem stały się kultowe, a ona sama była dla fanów symbolem inteligentnego humoru i scenicznej klasy.
Joanna Kołaczkowska zmarła w nocy z 16 na 17 lipca 2025 r. Artystka przegrała walkę agresywnym nowotworem mózgu. W poniedziałek, 28 lipca, odbył się pogrzeb Joanny, na którym stawili się wszyscy jej przyjaciele z kabaretu, smutni i eleganccy i prawdziwe tłumy fanów.
"Ona nie martwiła się o siebie"
Choć na scenie Joanna Kołaczkowska emanowała energią, prywatnie długo ukrywała dramat, z którym przyszło jej się zmierzyć. Artystka chorowała na glejaka mózgu - jeden z najbardziej agresywnych nowotworów. Jak wspominają jej przyjaciele, pierwsze objawy początkowo nie wskazywały na tak poważną chorobę. Wszystko zaczęło się od silnych bólów głowy i nagłego pogorszenia samopoczucia.
O trudnych chwilach sprzed diagnozy opowiedział Dariusz Kamys, przyjaciel Joanny i współtwórca Kabaretu Hrabi. W programie "Niepożegnalna Joanna Kołaczkowska" w Polsacienie krył wzruszenia. Jak wspominał, Kołaczkowska podczas jednej z prób czuła się tak źle, że musiała ją przerwać.
Ona się nie martwiła o siebie, ona się martwiła, co będzie z nami, jak sobie poradzimy.
"Ona jest nie do zastąpienia"
Nawet w obliczu choroby Joanna myślała przede wszystkim o innych. Współpracownicy podkreślają, że właśnie taka była przez całe życie - empatyczna, troskliwa i oddana ludziom, z którymi pracowała.
Dariusz Kamys przyznał również, że do dziś trudno mu mówić o odejściu przyjaciółki. Emocje wciąż są ogromne, a jej brak odczuwa cały zespół.
Jest mi zbyt trudno o tym mówić
– wyznał.
Po śmierci Kołaczkowskiej członkowie Kabaretu Hrabi stanęli przed niezwykle trudnym zadaniem. Musieli przygotować nowy program bez kobiety, która była trzonem i sercem grupy. Jak przyznał Kamys, oswojenie się z jej nieobecnością okazało się niemal niemożliwe.
Szczególnie trudne było to oswajanie się z jej nieobecnością. Nowy program zrobiliśmy bez kobiety. Nie wyobrażam sobie, że jakaś inna kobieta mogłaby ją zastąpić. Ona jest nie do zastąpienia.
Artyści wspominali, że podczas leczenia Joasia Kołaczkowska nadal interesowała się kabaretem, pytała o plany i martwiła się o przyszłość zespołu.
Fanom nadal trudno uwierzyć, że Kołaczkowska nie żyje
W programie Polsatu głos zabrali również inni przyjaciele artystki: Tomasz Majer, Łukasz Pietsch, Adam Nowak, Artur Andrus i Maciej Stuhr. Wszyscy zgodnie podkreślali, że była osobą absolutnie wyjątkową. Publiczność i przyjaciele kochali ją za autentyczność i szczerość.
Fani do dziś publikują w sieci wzruszające wpisy i fragmenty jej kultowych skeczów. Wielu z nich przyznaje, że trudno uwierzyć w jej odejście. Fani nadal próbują odwdzięczyć się jej pamięcią i ciepłym słowem.
Sceniczne role Kołaczkowskiej, charakterystyczny głos, uśmiech i niezwykła energia na zawsze pozostaną częścią historii polskiego kabaretu. Dla przyjaciół była kimś niezastąpionym. Dla widzów artystką, której nie da się zastąpić.
Nie przegap: Tragiczny finał poszukiwań 45-letniego aktora. Policja prowadzi śledztwo w sprawie zabójstwa