Niedźwiedzie podchodzą coraz bliżej, mieszkańcy Bieszczad apelują do Tuska. „Rząd będzie miał krew na rękach”

2026-05-26 5:30

Coraz częstsze pojawianie się niedźwiedzi w Bieszczadach na terenach zamieszkanych budzi poważne obawy. Mieszkańcy czują się coraz mniej bezpiecznie, a spotkania z drapieżnikami stają się nową, niepokojącą codziennością. „Czy musi dojść do kolejnej tragedii, żeby po prostu ci w rządzie, wszyscy w rządzie państwo to zrozumieli?” - pytają przerażeni w reportażu Mateusza Chłystuna.

Niedźwiedzie w Bieszczadach sieją postrach

Coraz częściej w mediach pojawiają się informacje o atakach niedźwiedzi na ludzi. Mieszkańcy Bieszczad żyją w ciągłym strachu, że tym razem spotkanie oko w oko z "misiem" może zagrozić właśnie im. Ich rodzinie, bliskim, sąsiadom… Realność zagrożenia potwierdza tragiczny atak w Płonnej (woj. podkarpackie), gdzie śmierć poniosła 58-letnia kobieta spacerująca po lesie.

Temat strachu, jaki padł w ostatnim czasie na mieszkańców podkarpackich terenów, zgłębił reporter „Super Expressu” Mateusz Chłystuna. Jego reportaż „Coraz bliżej siebie”, dostępny na platformie YouTube (link publikujemy poniżej), pokazuje prawdziwe realia życia w Bieszczadach, które przez groźnych mieszkańców lasów, stopniową przestają być oazą spokoju i bezpiecznego obcowania z przyrodą.

„Misiu by mnie przytulił do środka”

Mieszkańcy Bieszczad nie kryją swojego strachu. Sami zaczęli zauważać, że niedźwiedzie coraz śmielej spacerują po zurbanizowanych terenach. I to niekoniecznie w tych najgłębszych Bieszczadach w okolicy Wetliny, Wołosatego czy Cisnej, ale coraz częściej również w sąsiedztwie dużych miast – Sanoka czy popularnego turystycznie Polańczyka!

Mieszkańcy zwracają uwagę na to, że niedźwiedzie przestały już bać się ludzi i potrafią pokonywać zabezpieczenia w niezwykle pomysłowy sposób.

„Niedźwiedź jak jest stary, taki po prostu inteligentny niedźwiedź, to on sobie po prostu przez takiego pastucha wykorzysta drzewo, położy, wykona skok jak kiedyś Kozakiewicz, prawda? I tylko tego gestu słynnego nie pokazuje” - powiedział w rozmowie z Mateuszem Chłystunem pan Tadeusz.

Blisko domu córki mężczyzny niedźwiedź pojawił się, kiedy rodzina szykowała się do wyjazdu na Komunię!

„Weźmy logicznie. Jakim cudem w takiej małej wiosce jest osiem niedźwiedzi?” - pyta kobieta. „I nikt o tym prawdy nie powie, no bo wiadomo, nie chcą straszyć ludzi” - dodaje.

Ale ludzie i tak się boją. Bo w starciu z niedźwiedziem szanse na przeżycie są bliskie zeru.

„Misiu by mnie przytulił... Idę sobie na pewniaka tak jak zawsze do środka. Wchodzę do środka. A niedźwiedź na dwie łapki, ja głowę na niego, on na mnie na dwie łapki spadł na cztery łapki w kierunku moim. [...] zaczęło mnie wysztywniło mnie. Po chwili już nie miałem wyjścia, musiałem uciekać” - opowiada pan Krzysztof z Bereżnicy Wielkiej.

Mieszkańcy Bieszczad czują się porzuceni przez państwo

Mieszkańcy Bieszczad nie ukrywają, że czują się porzuceni przez państwo i zmuszeni są do stosowania środków ostatecznych, poruszając się po własnych posesjach z maczetami i gazem pieprzowym. Co innego mogą zrobić? Tylko zgłosić obecność niedźwiedzia odpowiednim służbom. A zgłoszeń jest coraz więcej!

Jak przekazała w rozmowie z Mateuszem Chłystunem asp. sztab. Katarzyna Fechner z Komendy Powiatowej Policji w Lesku, tylko od początku roku, w samym Lesku, odnotowano już 63 interwencje! Jak podkreśliła, mundurowi reagują na każde zgłoszenie. Starają się przepłaszać niedźwiedzie w stronę lasu, używając sygnałów świetlnych i dźwiękowych. Zgodnie z obowiązującym prawem, bez realnego zagrożenia dla człowieka, policjanci nie mogą do nich strzelać. Nawet używając pocisków niepenetracyjnych.

Z kolei leśnicy wskazują na brak osłon prawnych i ubezpieczeń OC/zdrowotnych dla członków grup interwencyjnych. Strzał gumową kulą do 400-kilogramowego, zapędzonego w kozi róg drapieżnika, bez asekuracji bronią ostrą, jest skrajnie niebezpieczny dla operatora.

Mieszkańcy Bieszczad podkreślają, pełna odpowiedzialność za każdą przyszłą tragedię spoczywa na Ministerstwie Klimatu i Środowiska.

„To rząd będzie miał krew na rękach, jeżeli kogoś niedźwiedź znowu kolejny raz zabije. Nie my jako mieszkańcy, bo ktoś z nas ginie, będziemy mieli żałobę, ale rząd będzie miał krew na rękach, że nic z tym nie robi” - mówią.

„Jeżeli władza nie reaguje, to musimy się sami ratować. Dobry taki sposób na niedźwiedzie. Wyłapać 50 sztuk, zawieźć do Warszawy. To jest najprostszy takie i będzie spokój” - dodają.

Kawiarnia Widokowa w Polańczyku - nowa perła Bieszczadów
Sonda
Spotkałeś kiedyś niedźwiedzia?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki