Do katastrofy doszło około godz. 1 na autostradzie M3 w rejonie miejscowości Mezőkeresztes. Autokarem wracało z pielgrzymki do Medjugorie 59 Polaków. Zginęło 12 osób – wszyscy byli dorosłymi mieszkańcami województwa podkarpackiego.
Rodzina zbiera pieniądze na pomoc Robertowi
Kierowca autokaru usłyszał na Węgrzech zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku drogowego, którego skutkiem była śmierć wielu osób. Sąd aresztował go na 30 dni, do 18 września. Przyczyny tragedii nadal są wyjaśniane.
Najbliżsi mężczyzny uruchomili na Pomagam.pl zbiórkę „Wspieramy Roberta, kierowcę autokaru z wypadku na Węgrzech”. Pieniądze mają pokryć koszty adwokata, tłumacza, opieki psychologicznej oraz prywatnych ekspertyz. Rodzina chce również zapewnić kierowcy środki do życia.
Czytaj też: Dramatyczna relacja drugiego kierowcy polskiego autokaru. „Jak w pralce”
Bliscy liczą, że węgierski sąd zgodzi się na areszt domowy. W takim przypadku konieczne może być wynajęcie mieszkania na Węgrzech. Wiarygodność zbiórki potwierdził w oświadczeniu węgierski adwokat kierowcy Daniel Gervan.
Śledztwo może zostać przeniesione do Polski
Jak informuje PAP, Prokuratura Okręgowa w Krośnie przygotowuje wniosek o przejęcie postępowania od strony węgierskiej. Śledczy wskazują, że zarówno podejrzany, jak i wszyscy pokrzywdzeni są obywatelami Polski. Do przekazania sprawy będzie potrzebna zgoda władz Węgier.
Czytaj też: "Mówił, że się czuje bardzo dobrze". Kierowca ujawnia, co się działo tuż przed wypadkiem
W Polsce rozpoczęły się już przesłuchania pasażerów. Prokuratura oczekuje także na dokumenty i dowody zgromadzone przez węgierskich śledczych.
Do kraju wracają kolejni poszkodowani. W środę 12 osób przetransportowano do szpitali w Rzeszowie. Ich stan określono jako dobry, ale nadal wymagają hospitalizacji. W węgierskich placówkach pozostało pięcioro Polaków, z których troje znajdowało się w ciężkim stanie.