Urzędnicy przecierali oczy ze zdumienia. Nagi zakonnik opalał się na dachu klasztoru w Rzeszowie

Interesanci i urzędnicy z Podkarpackiego Urzędu Wojewódzkiego przecierali oczy ze zdumienia, gdy spojrzeli przez okno. Na dachu sąsiedniego budynku klasztornego w Rzeszowie wypoczywał całkowicie nagi bernardyn. Fotografie szybko trafiły do mediów.

Mężczyzna trzyma się za głowę na tle klasztoru w Rzeszowie. O nagim zakonniku na dachu przeczytasz na SE.
Autor: Shutterstock
  • Naoczni obserwatorzy relacjonują, że rozebrany mężczyzna wypoczywał na zadaszeniu obiektu przy ulicy Sokoła.
  • Zarejestrowane materiały wideo i fotografie zasiliły zbiory serwisu torzeszow.pl, wywołując lawinę komentarzy.
  • Kierujący rzeszowskim zgromadzeniem gwardian oświadczył lakonicznie, że „sprawa jest zgłoszona na policję”.

Nagi zakonnik widoczny z okien urzędu w Rzeszowie

O sprawie donieśli lokalnym dziennikarzom świadkowie, którzy dostrzegli duchownego na szczycie budynku bernardynów. Dach można z łatwością obserwować z okien Podkarpackiego Urzędu Wojewódzkiego.

Serwis torzeszow.pl otrzymał fotografie i krótki film. Pewien mężczyzna wspominał, że widząc tę scenę w trakcie załatwiania spraw urzędowych, od razu zapytał o nią obecnych tam pracowników. Ci wprost przyznali, że również widzieli relaksującego się na słońcu duchownego.

Kadry błyskawicznie obiegły platformy społecznościowe. Część internautów wyśmiała zdarzenie, a inni potępili taki brak wyczucia. Eksponowanie nagiego ciała w gęstej zabudowie miejskiej jest raczej nierozsądne przy dzisiejszej powszechności aparatów w telefonach i latających wszędzie dronach.

Policja w Rzeszowie bada wybryk bernardyna

Brak odzienia nie zawsze równa się złamaniu prawa. Funkcjonariusze podkreślają, że badając podobne incydenty, koniecznie należy przeanalizować szczegółowe tło wydarzeń, w tym dokładną lokalizację i odczucia naocznych świadków.

Według mł. asp. Gabrieli Ślońskiej-Płonki z rzeszowskiej komendy można tu zastosować przepisy o publicznym nieobyczajnym wybryku. Zastrzegła jednak, że finalna kwalifikacja prawna opisanego czynu zapadnie dopiero po dogłębnym wyjaśnieniu tego konkretnego incydentu.

Dziennikarze prosili o opinię ojca Marcelego Gęślę, gwardiana rzeszowskich bernardynów. Duchowny szybko uciął temat. Poinformował jedynie, że organy ścigania wiedzą o zdarzeniu. Wciąż pozostaje tajemnicą, kto poszedł z tym na komendę oraz czy zawiadomienie uderza w zachowanie zakonnika, czy może w upublicznianie jego zdjęć.

Źródło: torzeszow.pl

Lubieżny ksiądz skazany

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki