Do Medjugorie przyjeżdżają wierni z całego świata
Medjugorie to niewielka miejscowość w Bośni i Hercegowinie na Bałkanach, która od ponad czterech dekad jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych miejsc pielgrzymkowych w Europie. Każdego roku przybywa tam od 2,5 do 3 mln pielgrzymów z całego świata, w tym z Polski.
Pątnicy jadą tam często przez wiele godzin autokarami. Dla wielu to nie jest zwykła podróż turystyczna, ale duchowa droga. Jedni proszą o zdrowie, o ratunek dla rodziny, czy nawrócenie albo pojednanie. Wspólnym mianownikiem jest szukanie bliskości Maryi i odnowienia wiary.
- Ludzie jadą tam z konkretną intencją. Szukają bliskości Matki Bożej, doświadczenia modlitwy i pogłębienia wiary - mówi w rozmowie z „Super Expressem” salezjanin, ks. Andrzej Gołębiowski.
Teren sanktuarium jest od czasów średniowiecznych pod administracyjną opieką Franciszkanów. Samą parafię Medjugorie ustanowiono pod koniec XIX wieku, w roku 1892.
Pielgrzymi odwiedzają głównie trzy miejsca:
- Górę Objawień, gdzie Maryja miała ponad cztery dekady temu objawić się ludziom. Miejsce pierwszego spotkania zaznaczono pagórkiem, na którym wznosi się krzyż;
- Górę Kriżevac, gdzie w 1934 r., na pamiątkę 1900 rocznicy śmierci Chrystusa wybudowano ponad 8,5 metrowy, żelbetowy krzyż (samą konstrukcję zaczęto w 1933 r.);
- Kościół parafialny pw. św. Jakuba Starszego, przed świątynią postawiono charakterystyczną figurę Matki Bożej, która później stała się symbolem tego miejsca.
Objawienia maryjne mają trwać tam od czterech dekad
Fenomen Medjugorie zaczął się w 1981 roku. To wtedy grupa młodych osób miała po raz pierwszy zobaczyć Matkę Bożą. Według relacji widzących objawienia trwają do dziś. Właśnie dlatego sprawa Medjugorie przez lata budziła emocje, dyskusje i pytania w Kościele.
Watykan nie orzekł, że objawienia w Medjugorie mają charakter nadprzyrodzony. W 2024 roku Dykasteria Nauki Wiary wydała jednak notę „Królowa Pokoju”, dotyczącą doświadczenia duchowego związanego z Medjugorie. Dokument wskazuje na liczne pozytywne owoce duchowe tego miejsca, ale nie rozstrzyga prawdziwości samych objawień.
Eksperci od prawa kanonicznego podkreślają, że papieska zgoda „nihil obstat” uznaje wartość owoców duchowych związanych z Medjugorie i pozwala wiernym korzystać z tego doświadczenia, ale nie oznacza oficjalnego potwierdzenia nadprzyrodzonego charakteru zjawisk. To właśnie te duchowe owoce sprawiają, że pątnicy raz po raz wyruszają w drogę. Także z Polski. Trasa jest długa i wymagająca, ale dla wielu osób Medjugorie pozostaje miejscem, do którego „trzeba pojechać choć raz”.
Mimo ostrożnego stanowiska Watykanu, ruch pielgrzymkowy do Medjugorie od lat jest ogromny. Wierni uczestniczą tam w mszach, adoracjach, spowiedzi, modlitwie różańcowej i wejściach na miejsca związane z początkiem domniemanych objawień.
Tragedie na trasie do Medjugorie i „boża kara”.
Niedzielna katastrofa na Węgrzech nie jest pierwszym dramatem związanym z trasą polskich pielgrzymek do lub z Medjugorie. Z naszych informacji wynika, że w ciągu ostatnich 25 lat na tej trasie doszło do kilku poważnych wypadków. W ciągu ostatnich 25 lat takich katastrof były cztery. Zginęło łącznie 40 Polaków.
Do najnowszego tragicznego wypadku doszło w niedzielę, 16 sierpnia, około godziny 1 w nocy na autostradzie M3 na Węgrzech. Polski autokar wiozący pielgrzymów wracających z Medjugorie wypadł z drogi i przewrócił się. Według podawanych przez media informacji zginęło 12 osób, a co najmniej 10 zostało rannych.
W takich chwilach pojawiają się pytania nie tylko o zabezpieczenie transportu, stan kierowców i organizację przejazdów, ale także o sens cierpienia. Ks. Andrzej Gołębiowski przestrzega jednak przed traktowaniem takich tragedii jako „kary Bożej”.
- Bardzo często jest to, niestety, błąd ludzki, przyczyna ludzka, brak rozwagi, umiejętności za kierownicą, przewidywania pewnych sytuacji, jak chociażby zmęczenie kierowców zawodowych, które po prostu się zdarza. Ale to nie jest wcale oznaka tego, że Pan Bóg chce ukarać tych ludzi - mówi salezjanin.
Słowa duchownego są ważne, bo po tak dramatycznych wydarzeniach łatwo o uproszczenia i bolesne interpretacje.
Dla rodzin ofiar żadne wyjaśnienia nie cofną jednak czasu. Pozostaje ból, żałoba i pytania, na które nie ma prostych odpowiedzi. Pozostaje też pamięć o ludziach, którzy wracali z miejsca modlitwy, nadziei i zawierzenia.