Przeworsk: TRAGICZNA ŚMIERĆ Andrzeja Fudali. Winne są „szczelne okna”?! [WIDEO, GALERIA]

2020-11-18 14:03 Beata Olejarka

Andrzej Fudali (32 l.) wynajmował kawalerkę w bloku przy ul. M. Konopnickiej w Przeworsku (woj. podkarpackie). 14 lutego 2019 r. miał tam spędzić ostatnią noc. Następnego dnia był umówiony na odebranie kluczy do nowego mieszkania. Ze starego chciał zrezygnować z powodu złych warunków. Nie doczekał zmiany. Czad zabił go w walentynki...

Postępowanie ws. śmierci kilkukrotnie umorzono. Jednym z powodów takiego obrotu sprawy był argument: „za szczelne okna w mieszkaniu zmarłego, oraz fakt, iż był sam”. Siostry mężczyzny mają żal do spółdzielni mieszkaniowej i organów ścigania.

Zobacz też: Blok grozy w Przeworsku. Zwłoki 32-latka w łazience. Rodzina OSTRZEGA

Tego dnia w malutkiej kawalerce, którą wynajmował Andrzej Fudali, piętrzyły się walizki, torby i spakowane pudła. To miała być jego ostatnia noc w tym miejscu. Właściciel pizzerii chciał zmienić lokum, bo warunki mieszkaniowe nie spełniały jego oczekiwań. W walentynki miał wykąpać się, wypić drinka i ostatni raz zasnąć w malutkim mieszkanku, by nazajutrz zacząć nowe życie w nowym miejscu.

W kawalerce było włączone ogrzewanie i zamknięte okna. To miało być bezpośrednią przyczyną zgonu mężczyzny, zaraz po zatruciu czadem. Ulatniający się tlenek węgla zabił pizzermana. Ten odurzony upadł na ziemię twarzą do podłogi. W wannie przelewała się woda. Dopiero sąsiedzi, którym zalewało mieszkanie, wezwali pomoc. Na miejscu natychmiast pojawiły się służby, jednak było już za późno, żeby ratować 32-latka.

Nie ma winnych śmierci naszego brata

Prokurator, który przyjechał do naszego brata, najpierw całkowicie wykluczył śmierć z powodu czadu, jednak sekcja zwłok potwierdziła nasze przypuszczenia. W dzień śmierci Andrzeja to my wezwaliśmy straż pożarną do mieszkania. Ale jego ciało znaleziono o 13.00, przez kilka godzin pracowali tam policjanci. Mieszkanie zostało wywietrzone. Strażacy na naszą prośbę przyjechali o 21.00 i nie odnotowali, aby w mieszkaniu był czad. Prokuratura nie zrobiła nic w tym kierunku, nie wezwano strażaków, nie sprawdzono pieca. Nic – mówiły załamane siostry mężczyzny.

Na drugi dzień na naszą prośbę sprawdzano drożność przewodów wentylacyjnych. Dzień po śmierci brata byłam zrozpaczona. Nawet mi do głowy nie przyszło, że jesteśmy oszukiwani. Siłę ciągu sprawdzano przy otwartych oknach i drzwiach. Dopiero później dowiedzieliśmy się, że przy takim sprawdzaniu w pomieszczeniu powinno być wszystko zamknięte – dodała kobieta

Rodzina zmarłego sama przeprowadzała proste eksperymenty, które według nich potwierdzały brak ciągu kominowego w mieszkaniu denata. Sprawa prowadzona przez Prokuraturę Rejonową w Jarosławiu została umorzona. Według śledczych nikt nie jest winny śmierci Andrzeja Fudali, umarł ze względu na zbieg nieszczęśliwych i niekorzystnych zdarzeń.

Według nas to kpina. Po śmierci Andrzeja spółdzielnia mieszkaniowa dokonywała przeglądów w całym bloku, na własny koszt dali w każdym mieszkaniu czujnik czadu, a potem zrezygnowano tam z niebezpiecznych piecyków. Tylko trochę za późno – mówiła Jolanta Fudali-Łapka (38 l.) siostra zmarłego. – Robiliśmy eksperymenty w tym mieszkaniu. Wynikało z nich jasno, że przy zamkniętych oknach wentylacja zamiast „wyciągać powietrze z mieszkania, to je tam wpychała”. System był niesprawny – oburza się Dorota Fudali-Szawan (37 l.) siostra zmarłego.

Sprawa została umorzona. Uznano, że  nikt nie jest winny śmierci 32-latka. Jednym z powodów takiego stanu rzeczy były „za szczelne okna w kawalerce, oraz fakt, iż mężczyzna był sam”.

– Ktoś te okna zamontował, ktoś dopuścił to mieszkanie do użytku. Ktoś odpowiadał za jego stan techniczny. Ale winnych śmierci nie ma. W uzasadnieniu prokurator napisał nam, że gdyby warunki atmosferyczne na zewnątrz były inne, a okna mniej szczelne i Andrzej nie mieszkałby sam, to ktoś by go uratował i nie doszłoby do tragedii. Uważamy, że w toku śledztwa popełniono wiele błędów i zaniechań. Na każde umorzenie składaliśmy zażalenie. Napisaliśmy pisma do Prokuratury Generalnej i Ministerstwa Sprawiedliwości. Nie mamy jeszcze ostatecznych decyzji. Osobno złożyliśmy postępowanie o zaniedbania ze strony policji i prokuratury, które ciągle jest w toku – relacjonowały siostry zamarłego.

Kobiety po dziś dzień nie mogą pogodzić się ze śmiercią swojego młodszego brata. Zapewniają, że jeżeli trzeba będzie, wezmą kredyt i złożą skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.

Europejski Trybunał Praw Człowieka jest sądem międzynarodowym, który powołany jest do rozpatrywania skarg osób, twierdzących, że naruszone zostały ich prawa zagwarantowane w Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności oraz Protokołach Dodatkowych nr 1,4,6,7 i 13. Konwencja chroni w szczególności m.in. prawo do życia i rzetelnego procesu sądowego.

Masz podobny temat? Napisz do autora tekstu: podkarpacie@se.pl.