Do tragedii doszło w piątek, 16 października, na Dębinkach w Nisku. Ogień objął sklep i dwie hale magazynowe z wyposażeniem oraz częściami do maszyn rolniczych. Zgłoszenie wpłynęło do służb o godz. 8.24. Siedem minut później na miejscu były już pierwsze zastępy.
Jedną z pierwszych rot, czyli dwuosobowych drużyn, tworzyli młodszy kapitan Bartłomiej i aspirant Wojciech z Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Nisku. Ratownicy weszli do objętego pożarem obiektu. Tam sytuacja zaczęła gwałtownie się pogarszać.
Przeczytaj także: Rzeszów najgorszy w Polsce? Ranking miast przyjaznych kierowcom nie zostawia złudzeń
Ogień odciął im drogę odwrotu
W halach znajdowała się ogromna ilość materiałów, które podsycały płomienie i doprowadziły do bardzo szybkiego rozwoju pożaru. Według informacji przekazanych przez kierownictwo Państwowej Straży Pożarnej obaj ratownicy zostali odcięci od bezpiecznej drogi wyjścia.
Pierwszy sygnał, że sytuacja wymknęła się spod kontroli i strażacy potrzebują pomocy, miał dotrzeć do dowodzących akcją około godz. 8.37. Do wnętrza skierowano kolejną rotę, której zadaniem było odnalezienie uwięzionych kolegów i ewakuowanie ich na zewnątrz.
Pierwszego z ratowników wydobyto około godz. 9.03. Natychmiast rozpoczęto działania ratunkowe. W tym samym czasie trwały poszukiwania drugiego strażaka.
– W trakcie gaszenia ognia dwóch strażaków Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Nisku zostało odciętych przez ogień. Szybko zostali ewakuowani ze strefy, ale niestety nie udało się uratować ich życia – przekazał nadbryg. Wojciech Kruczek, Komendant Główny PSP.
Bartłomiej i Wojciech nie byli początkującymi ratownikami. Jeden z nich miał około dziesięciu lat doświadczenia w służbie, drugi około siedmiu. Obaj pełnili służbę w niżańskiej komendzie i brali udział w dziesiątkach wcześniejszych działań.
Przeczytaj także: Nie żyje dwóch strażaków! Tragiczny pożar sklepu i magazynu w Nisku. Ogień odciął im drogę ucieczki
Dokładny przebieg działań i wszystkie decyzje podejmowane podczas akcji zostaną zrekonstruowane. Konieczna będzie analiza dokumentacji, łączności radiowej, położenia poszczególnych rot i sposobu rozwoju pożaru.
W akcji brało udział aż 49 zastępów, czyli 151 strażaków PSP i OSP. Ogień udało się opanować około godz. 12.30.
Prokurator na miejscu tragedii
Jak przekazała reporterka Radia Eska Agnieszka Gazda-Muła, jeszcze podczas dogaszania pożaru do działań przystąpili policjanci i prokurator.
Śledczy rozpoczęli zabezpieczanie informacji potrzebnych do późniejszych oględzin. Pełne badanie pogorzeliska będzie możliwe dopiero wtedy, gdy strażacy potwierdzą, że konstrukcja obiektów jest bezpieczna i nie pozostały w niej zarzewia ognia.
Postępowanie powinno odpowiedzieć na dwa podstawowe pytania: dlaczego pojawił się ogień oraz w jaki sposób rozwinął się tak szybko, że odciął ratownikom drogę ewakuacji.
Śledczy będą mogli zabezpieczyć między innymi:
- zapisy monitoringu;
- dokumentację dotyczącą instalacji elektrycznej;
- informacje o materiałach składowanych w halach;
- nagrania korespondencji radiowej;
- dokumentację przebiegu działań ratowniczo-gaśniczych;
- zeznania właścicieli, pracowników i strażaków uczestniczących w akcji.
Dwie hale doszczętnie objęte ogniem
Pożar objął dwie hale magazynowe o wymiarach około 20 na 30 metrów. Wewnątrz znajdował się przede wszystkim sprzęt rolniczy, części oraz różnego rodzaju materiały palne.
Ogień stwarzał również zagrożenie dla sąsiednich zabudowań. Strażacy utworzyli sześć odcinków bojowych. Cztery z nich prowadziły gaszenie z różnych stron obiektu, a kolejne odpowiadały między innymi za ochronę otoczenia oraz działania specjalistyczne.
Przeczytaj także: Tak uhonorują zmarłych strażaków: Wojciecha i Bartłomieja. W Nisku nie pamiętają takiej tragedii od co najmniej 30 lat
W pobliżu płonących hal znajdowały się domy. Ich mieszkańcy opuścili budynki, a straż pożarna zaapelowała do okolicznych osób o zamknięcie okien. Specjalistyczna grupa ratownictwa chemicznego monitorowała jakość powietrza i sprawdzała, czy dym stanowi zagrożenie poza bezpośrednią strefą pożaru.
Ustalenie przyczyn może potrwać
Praca śledczych na pogorzelisku będzie skomplikowana. Wysoka temperatura i działania gaśnicze mogą zniszczyć część śladów. Konieczne będzie także sprawdzenie stabilności nadpalonych konstrukcji.
- Zespół prokuratorów z Prokuratury Rejonowej w Nisku wykonuje aktualnie czynności procesowe. Prokuratorzy wraz z funkcjonariuszami policji prowadzą na miejscu zdarzenia czynności związane z oględzinami miejsca ujawnienia zwłok funkcjonariuszy Państwowej Straży Pożarnej w Nisku. Dalsze czynności procesowe na miejscu zdarzenia uzależnione są od tego, kiedy zostanie ugaszony pożar. Wśród nich jest standardowa sekcja zwłok, jednak trudno mi teraz powiedzieć, kiedy ona się odbędzie - przekazuje Łukasz Malarski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu.
Do oględzin mogą zostać powołani biegli z zakresu pożarnictwa, budownictwa i instalacji elektrycznych. Eksperci będą próbowali wskazać miejsce, w którym rozpoczął się pożar, oraz ustalić pierwszy materiał objęty płomieniami.
Osobne postępowanie wewnętrzne może dotyczyć przebiegu działań i śmierci funkcjonariuszy. Takie czynności nie oznaczają automatycznie, że podczas akcji doszło do błędów. Ich celem jest dokładne odtworzenie zdarzenia, wyciągnięcie wniosków i zwiększenie bezpieczeństwa ratowników podczas przyszłych interwencji.
Przeczytaj także: Zaginął polski lekarz Witold Gilarski. Śledczy wpadli na nowy trop w Kolumbii
Cała Polska oddała im hołd
O godz. 18 w jednostkach Państwowej Straży Pożarnej i Ochotniczej Straży Pożarnej w całym kraju uruchomiono sygnały świetlne i dźwiękowe w samochodach ratowniczych.
Strażacy ustawili się przed remizami i komendami, aby symbolicznie pożegnać Bartłomieja i Wojciecha. Syreny rozległy się jednocześnie w setkach miejsc w Polsce.