- W Chorzowie 22 sierpnia 2025 roku, po godzinie 14, Dariusz J. (48 l.), znany jako "Jawor", ukradł nóż ze sklepu mięsnego i zaatakował przechodnia, 52-letniego Petro K., obywatela Ukrainy, który zmarł na miejscu.
- Przemysław Banaś, pracownik domu dziecka, obezwładnił napastnika, używając plastikowej rurki, a następnie przycisnął go do ziemi do czasu przybycia policji.
- Mimo prób reanimacji przez Sebastiana Wróbla, Dawida Pikułę i ratowników medycznych, Petro K. zmarł w wyniku odniesionych ran.
- Dariusz J. został skazany na 15 lat więzienia za zabójstwo, a biegli uznali go za poczytalnego w chwili popełnienia czynu; wyrok nie jest prawomocny.
Szokująca zbrodnia. W biały dzień rzucił się z nożem na przechodnia
To były tragiczne sekundy na ul. Siemianowickiej w Chorzowie (woj. śląskie). W piątek 22 sierpnia 2025 r., tuż po godz. 14, na idącego chodnikiem mężczyznę rzucił się Dariusz J. Zadał mu kilka ciosów nożem, który chwilę wcześniej zabrał z pobliskiego sklepu mięsnego. Niestety 52-letni Petro K. zmarł na miejscu.
Ludzie na ulicy zaczęli panikować. Ciężko ranny Ukrainiec obficie krwawił. Ludzie wołali o pomoc i uciekali przed Dariuszem J., który wciąż przechadzał się po Siemianowickiej z nożem w ręku.
Wtedy do akcji wkroczył Przemysław Banaś, pracujący w pobliskim domu dziecka i jego znajomy Sebastian Wróbel. Ten drugi pobiegł, by ratować życie rannego Petro K., Wkrótce wspomógł go w reanimacji też Dawid Pikuła.
Natomiast Przemysław Banaś skierował się ku napastnikowi. Z widzenia doskonale kojarzył mordercę. Chwycił co było pod ręką i postanowił obezwładnić oszalałego "Jawora". - Widziałem na ulicy taką furgonetkę z firmy budowlanej. Krzyczałem czy mają jakąś pałkę. Zobaczyłem na pace plastikową rurkę do wody. Zabrałem ją - wspomina dramatyczne chwile bohaterski mężczyzna. - Bałem się, serce mi waliło jak młot, ale postanowiłem go obezwładnić. Ta rurka umożliwiała mi trzymanie go na dystans. Wiedziałem, że jak podejdę zbyt blisko, to mogę skończyć podobnie jak mężczyzna, którego "Jawor" wcześniej zaatakował. Dlatego okładałem go rurką, co raz powtarzałem, by rzucił noż i próbowałem mu go wytrącić z ręki. To było naprawdę duży nóż. Przypominał noże do filetowania. Ostrze było wąskie i długie - dodaje pan Przemysław.
"Jawor" uznany za poczytalnego. Zabójca dostał wyrok
Kiedy tylko udało się wytrącić nóż z ręki Dariusza J. pracownik domu dziecka od razu skrócił dystans, powalił go na ziemię i mocno przycisnął do chodnika. Potem pozostało poczekać na policję.
Niestety mimo wysiłków dwóch kolegów pana Przemka, a potem też ratowników z pogotowia, obywatel Ukrainy zmarł - miał zbyt wiele ran, które spowodowały wykrwawienie.
Dariusz J. został doprowadzony do prokuratury. Tam usłyszał zarzut zabójstwa, potem trafił od celi tymczasowego aresztu. Biegli uznali, że w chwili popełnienia czynu był poczytalny. Mógł zatem stanąć przed sądem.
Proces był wyjątkowo krótki. Sędziowie wydali werdykt po trzech rozprawach. Dariusz J. został uznany za winnego zabójstwa i skazany na 15 lat więzienia. Wyrok nie jest prawomocny. Obrońca "Jawora" prawdopodobnie złoży od niego apelację.