Spis treści
Józef M. zniszczył ulicę Rybacką. Mężczyzna przekonuje, że bronił prywatnej ziemi
Konflikt o fragment trasy zlokalizowanej w gliwickiej Ostropie ciągnie się od wielu lat. To w tym miejscu Józef M. użył traktora do zniszczenia około dwustu metrów świeżej nawierzchni. Wideo dokumentujące ten czyn natychmiast obiegło sieć, a o rolniku ze Śląska pisały redakcje w całym kraju.
Od samego początku sprawca zamieszania zapewnia, że jego celem nie była dewastacja mienia publicznego. Mężczyzna uważa, że inwestycja drogowa została zrealizowana na jego prywatnej działce, a urzędnicy zajęli ten teren w sposób niezgodny z przepisami.
– Oni mnie bezprawnie na moim gruncie kopali, robili coś samowolnie – przekonuje Józef M.
Przedstawiciele magistratu prezentują zgoła odmienną wersję wydarzeń i powołują się na papiery geodezyjne. Według oficjalnych urzędowych akt, sporny obszar od ćwierćwiecza należy do miasta.
Stan prawny został uregulowany w 2001 roku – potwierdził 10 sierpnia Mariusz Kopeć, rzecznik prasowy Urzędu Miejskiego w Gliwicach.
Bohater afery całkowicie odrzuca te tłumaczenia. W jego opinii dokumentacja przedstawiana przez pracowników magistratu nie dowodzi w sposób ostateczny kwestii własności gruntu.
– Nie ma drogi, tam w ogóle. Tam jest w środku Rybackiej 40 centymetrów ich drogi, a reszta jest moją własnością – mówi.
Józef M. zaznacza, że wielokrotnie alarmował o problemie odpowiednie służby, a sprawa w minionych latach była już nawet przedmiotem postępowań sądowych.
– Domagam się sprawiedliwości, żeby prawo własności było rzeczywiście prawem własności, a nie jakimiś przepychankami – mówi.
Rolnik trafił do aresztu. Obecnie ma policyjny dozór
Radykalny krok rolnika pociągnął za sobą bardzo surowe restrykcje. Po incydencie z pługiem sprawca został ujęty przez organy ścigania, a wymiar sprawiedliwości wydał postanowienie o jego tymczasowym aresztowaniu. Mężczyzna przebywał w zamknięciu przez pewien czas, po czym zmieniono mu środek zapobiegawczy.
Aktualnie Józef M. znajduje się pod stałym dozorem policji. Zapewnia jednak, że sankcje karne w żaden sposób go nie złamią i nie zmuszą do ustępstw. Na pytanie, czy czuje skruchę i czy mógł załagodzić spór w łagodniejszy sposób, odpowiada głośnym powątpiewaniem w zasady państwa prawa.
– Czy jest w Polsce wymiar sprawiedliwości? – pyta.
Mieszkaniec Śląska przyznaje, że liczył się z ewentualnymi problemami po swoim czynie. „Normalnie, wiedziałem, że takie coś będzie. Ja byłem przygotowany na wszystko” – stwierdza bez ogródek.
Najbardziej dotkliwym elementem całej procedury miał być dla niego brak wglądu w kluczowe akta sprawy oraz dokumentację, którą traktuje jako fundamentalną dla udowodnienia swoich racji w tym sporze.
Mężczyzna nie składa broni i zapowiada kolejne batalie urzędowe. Twierdzi, że ma już gotowe pisma, które planuje wysłać między innymi do Kancelarii Prezydenta RP. W swojej wypowiedzi napomknął także o zaangażowaniu adwokata, który specjalizuje się w sprawach kierowanych przed Trybunał Europejski.
Józef M. chce nagłośnić aferę. W tle badanie psychiatryczne i pogróżki
Rolnik deklaruje, że będzie sukcesywnie upubliczniał kolejne dowody w tej batalii. Utrzymuje, że chce obnażyć przed społeczeństwem wszelkie bezprawne działania urzędników, jakich rzekomo dopuszczono się w tej sprawie.
– Będzie pan za chwilę wszystko słyszał i wszystko widział w telewizji, co będzie. To, co oni zrobili – zapowiada w rozmowie z reportem radia ESKA.
Jednocześnie rolnik stanowczo zaznacza, że główną osią całego tego sporu była, jest i będzie wyłącznie kwestia prawa do posiadania ziemi.
Wokół wydarzeń w Ostropie narosło mnóstwo napięć. Rolnik wyznaje, że spotkał się z surową krytyką ze strony społeczności, choć odrzuca tezę o rzekomym zaszczuciu. Zrelacjonował również mrożący krew w żyłach incydent ze swojego podwórka. Według jego słów, nieznany sprawca podrzucił mu przed wejściem szubieniczny sznur.
– Pokazałem dzisiaj koleżance, że już mi tam sznurek przed bramą wciepli, żebym się powiesił – mówi.
Poszkodowany nie ma pewności, kto może stać za tym okrutnym żartem. Ufa jednak, że sprawca zostanie zidentyfikowany dzięki zapisom z pobliskiego monitoringu.
– Po kamerach to wiadomo, kto tam chodził – mówi.
Józef M. wprost przyznał się do tego, że został poddany specjalistycznym badaniom psychiatrycznym. Jak sam informuje, wizyta u specjalisty miała miejsce w dniu udzielania wywiadu. Bohater głośnej afery szczerze wyznaje, że całe zamieszanie sporo go kosztuje, ale nie widzi powodu do rezygnacji z walki o własne dobre imię i ojcowiznę.
– To byłby jeden telefon i sprawa załatwiona – uważa.
Batalia o gliwicką ulicę daleka od finału
Walka rolnika z miejskim aparatem to zdecydowanie jeden z najgłośniejszych tematów w regionie w ostatnim czasie. Zniszczenie nowej jezdni zapewniło mu sławę w całej Polsce, jednak absolutnie nie doprowadziło do ostatecznego rozstrzygnięcia ciągnącego się od lat konfliktu o status własnościowy parceli.
Józef M. twardo zapowiada dalszą batalię na szczeblu prawnym i pragnie ostatecznego wyjaśnienia sytuacji. Urzędnicy natomiast nie zważają na jego argumenty i upierają się przy swoim stanowisku w kwestii własności zniszczonej drogi.
Tylko jedna rzecz nie budzi w tej sprawie żadnych wątpliwości – zacięta kłótnia o ulicę Rybacką na pewno nie doczekała się jeszcze swojego zakończenia.