"Zabił mi syna zupełnie bez powodu". Koszmar w Będzinie
- Zabił mi syna zupełnie bez powodu. Przecież to zawodnik sztuk walki, wiedział, jaką siłą dysponuje, że ma mocny cios. Nawet gdyby został napadnięty przez Mario, to powinien się obronić bez trudu. Nie musiał go zabić - mówiła "Super Expressowi" pani Iwona, matka ofiary, niedługo po dramacie w Będzinie.
Tej tragedii nie da się logicznie wytłumaczyć. Dziś matka może jedynie zapalić znicz na nagrobku syna, a Bogusław R., który miał robić karierę w MMA, walkach toczonych w klatce, może nigdy nie wyjść z innej klatki - więziennej celi. Prokuratura Rejonowa w Będzinie oskarżyła czynnego zawodnika MMA o zabójstwo. - Śledztwo zostało ukończone, a akt oskarżenia przesłany do Sądu Okręgowego w Sosnowcu - informuje Monika Jankowska, prokurator rejonowa w Będzinie.
Impreza w parku zamieniła się w dramat
Nie tak dawno minął rok od tego zabójstwa. Wszystko działo się przy jednej z najbardziej znanych ulic w centrum Będzina - Małachowskiego. Nieopodal jest skwer czy też nieduży park. Była majówka, pogoda dopisywała, więc mieszkający w pobliżu Mario spotkał się w tym parku ze znajomymi. Było kilka osób, a popijany alkohol rozweselił towarzystwo. Jednakże atmosfera wesołego pikniku prysła jak bańka mydlana, gdy w pobliżu zjawił się Bogusław R.
Mężczyzna wdał się w pyskówkę z imprezującymi w parku ludźmi. Sytuacja zaczęła eskalować, a gniew R. skupił się na Mario. Sprzeczka przeszła w potężną awanturę. Wtedy Bogusław R. postanowił załatwić sprawę przemocą. Trenował dużo boksu i sztuk walki. Rzucił się w furii na Mario. Kilka ciosów i kopniaków spowodowało, ze podchmielony 37-latek upadł na ziemię. To jednak nie powstrzymało napastnika. Kopał i bił leżącego. Nawet wtedy, gdy Mario już nie mógł się bronić, bo stracił przytomność. Potem Bogusław R. uciekł z miejsca. Zakatowanemu Mario próbowali ratować życie wezwani na miejsce ratownicy medyczni i lekarze, ale obrażenia mężczyzny były zbyt rozległe. Wkrótce Mario zmarł.
Ucieczka oskarżonego i przełom
Tymczasem Bogusław R. musiał zdawać sobie sprawę z tego, co zrobił. Nie czekał w mieście, aż zjawią się u jego drzwi mundurowi. Od razu postanowił zwiać i się ukryć. Przez kilkanaście dni rzeczywiście ta sztuka mu się udawała. Jednak jego szczęście się skończyło, gdy do jednego z gdańskim mieszkań weszli siłowo policjanci. Zaskoczony Bogusław R. nie stawiał oporu. Został zatrzymany, a po kilku dniach przewieziony do Będzina, gdzie w prokuraturze usłyszał zarzuty zabójstwa, a później został przez sąd aresztowany.
Bogusław R. przebywa za kratami do teraz. Jego proces ma ruszyć pod koniec czerwca przed Sądem Okręgowym w Sosnowcu. - Nie jestem sądem, żeby go skazywać, ale życzyłabym jego rodzicom, żeby poczuli to samo, co ja poczułam, kiedy w środku nocy zapukali do mnie policjanci i powiedzieli, że syn jest reanimowany. Widziałam go w karetce. Był nieprzytomny. Miał oczy zamknięte. Kiedy skończyli reanimację, mogli pojechać tylko do kostnicy - powiedziała naszemu dziennikarzowi matka ofiary.
Bogusławowi R. grozi kara dożywotniego więzienia. Do sprawy wrócimy w "Super Expressie".