To ich dom runął w wybuchu gazu w Szczyrku. Płonęli miażdżeni gruzami

2019-12-05 20:33 pg
Rodzina, której dom wybuchł w Szczyrku
Autor: reprodukcja Tartak

Potworna eksplozja wstrząsnęła w środowy wieczór Szczyrkiem. Grzmot był tak wielki, że było go słychać nawet w odległości ponad kilometra od miejsca wybuchu. Na niewielkiej uliczce Leszczynowej doszło do wybuchu gazu. W mgnieniu oka duży wielopokoleniowy dom zamienił się w stertę płonących gruzów. Zginęło ośmioro ludzi, w tym czworo dzieci.

Środowy wieczór w Szczyrku. Dochodzi godz. 18.30, gdy w całym miasteczku słychać głośny wybuch. Po chwili opada kurz, a noc zaczyna rozświetlać łuna pożaru. Na ul. Leszczynowej doszło do eksplozji gazu. Jeden z domów, solidny, murowany z trzema kondygnacjami, w sekundzie stał się płonącą ruiną. - Ja byłam na strychu, gdy wybuchło. Aż mnie rzuciło. Taki był podmuch. Nie wiedziałam co się dzieje, czy to u mnie, czy gdzie indziej, dopiero po chwili zobaczyłam, że dom sąsiadów przestał istnieć – mówi jedna z mieszkanek Szczyrku.

Pierwsze informacje były hiobowe. W domu znajdowało się 8 osób! Ruszyła gorączkowa akcja ratunkowa. Prawie stu strażaków, pracując na zmiany walczyło z pożarem. A gdy ogień został opanowany ruszyli, by jak najszybciej dostać się do zasypanych ludzi. Akcja trwała prawie 20 godzin. Większość roboty strażacy musieli wykonywać rękoma. Niepodobna było użyć ciężkiego sprzętu ze względu na zasypanych ludzi. Ba, nawet psy szkolone do wykrywania ludzi pod gruzami nie mogły wejść na rumowisko, bo mimo ugaszenia ognia było ono wciąż zbyt gorące.

Niestety, potwierdziły się najgorsze przypuszczenia. Z gruzowiska strażacy wydostali osiem ciał. Cztery należały do małych dzieci. Tylko dwa z wydobytych ciał zostały rozpoznane, pozostałe sześć będzie można zidentyfikować tylko poprzez badania DNA.

Szczyrk jest wstrząśnięty. Szczyrk płacze. W domu mieszkała wielopokoleniowa rodzina. Dziadkowie Józef (68 l.) i Jolanta K., ich syn Wojciech (39 l.) z żoną Anną i trójką dzieci – Stasiem (3 l.) Marceliną (7 l.) i Michaliną (9 l.), a także córka Katarzyna K. z synem Szymonem (9 l.). Katarzyna K., w chwili wybuchu była w pracy. Dlatego przetrwała.

Tutaj znali ich niemal wszyscy. Od zawsze zajmowali się narciarstwem. Zresztą stok górujący nad domem, który obecnie jest tylko gruzowiskiem nazywany jest Kaimówką – od rodowego nazwiska. Znani w światku narciarzy i snowboardzistów. - Jesteśmy jak rodzina, znamy się wszyscy. To okropna tragedia i trudno znaleźć odpowiednie słowa, by wyrazić to jak się czujemy. Oni w żaden sposób nie zasłużyli na ten los. To była rodzina rdzennych mieszkańców Szczyrku. Bardzo uczciwa i pracowita. Kochali życie, sport, kochali narty. Chcieli żyć, chcieli pracować – mówi burmistrz miasta Antoni Byrdy.

W Szczyrku ogłoszona została żałoba. Do niedzieli do godz. 24. - Prosimy o zawieszenie imprez kulturalnych i rozrywkowych. Prosimy też, aby wywiesić flagi z czarnym kirem na swoich domach – apeluje burmistrz.

Dlaczego doszło do wybuchu? Wyjaśniają to śledczy i biegli. Pierwsze informacje mówią o błędzie ekipy, która na Leszczynowej prowadziła odwierty pod kable. Bardzo możliwe, że podczas prac uszkodzili znajdujący się w ciągu ulicy gazociąg. - Pogotowie gazowe było tutaj po 20 minutach. Zamknęliśmy gaz. Po linii naszego gazociągu prowadzono przewiert. Tam na miejscu są ślady przewiertu. Wydaje się, że tak nagłe zdarzenie mogło być spowodowane uszkodzeniem. To na dziś najprawdopodobniejsza przyczyna wybuchu - powiedział „Super Expressowi” Ziemowit Podolski z Polskiej Spółki Gazownictwa.