Szokujące słowa byłej żony Jaworka. Ujawniła, co się działo przed tragedią

2026-02-02 10:50

Była żona Jacka Jaworka, poszukiwanego przez trzy lata za potrójne zabójstwo w Borowcach, po raz pierwszy opowiedziała o piekle, jakie przeżywała przez lata u jego boku, a także po rozwodzie. W relacji, którą opublikował portal Onet, kobieta ujawnia szokujące fakty dotyczące nękania, gróźb i permanentnego strachu, w jakim żyła wraz z dziećmi. Jej historia to wstrząsający obraz przemocy, która latami była ignorowana przez instytucje państwowe.

  • Była żona Jacka Jaworka w relacji dla Onetu po raz pierwszy opowiedziała o latach przemocy i nękania z jego strony. Ujawniła, że instytucje państwowe, takie jak policja i prokuratura, wielokrotnie ignorowały jej prośby o pomoc.
  • Kobieta zgłaszała policji groźby i niepokojące zachowania Jaworka, m.in. gdy ten godzinami przesiadywał w samochodzie pod jej blokiem.
  • Po zbrodni w Borowcach kobieta i jej dzieci żyły w ciągłym strachu, zmuszone do wielokrotnych przeprowadzek. Musiała także walczyć z absurdami urzędniczymi – sąd żądał zgody poszukiwanego Jaworka na zmianę nazwiska syna.
  • Przez długi czas była żona Jaworka oficjalnie miała w sprawie jedynie status świadka, a nie osoby pokrzywdzonej. Uniemożliwiało jej to uzyskanie kompleksowej pomocy prawnej i psychologicznej.

Była żona Jacka Jaworka ostrzegała przed tragedią. „Przysięgał mi do grobowej deski”

Wstrząsająca relacja byłej żony Jacka Jaworka, opublikowana przez Onet, rzuca nowe światło na sprawę, która przez trzy lata elektryzowała całą Polskę. Kobieta opisuje w niej dekady życia w strachu, najpierw jako ofiara przemocy domowej, a po rozwodzie jako cel nieustannego nękania. Jaworek, w oczach znajomych uchodzący za zaradnego fachowca, w domu miał być tyranem, który rządził krzykiem i pogardą. Przemoc psychiczna i ekonomiczna eskalowała po tym, jak kobieta zdecydowała się na rozwód. To wtedy zaczął się prawdziwy koszmar, który prowadził wprost do tragedii w Borowcach.

Kobieta w swojej relacji wielokrotnie podkreśla, że próbowała szukać pomocy w instytucjach państwowych, jednak jej wołanie o pomoc było konsekwentnie ignorowane. Jednym z najbardziej niepokojących sygnałów była obsesja Jaworka na punkcie ich małżeństwa, nawet po rozwodzie. Jak wyznała w rozmowie z portalem Onet, jej były mąż powtarzał swojej bratowej Justynie, późniejszej ofierze, że „przysięgał mi do grobowej deski”. Dla kobiety te słowa były jednoznaczną groźbą. Niestety, gdy zgłosiła je na policji, usłyszała, że nie można ich potraktować jako groźby karalnej.

To nie był jedyny raz, kiedy spotkała się z murem obojętności. Na kilka tygodni przed tragedią, w czerwcu 2021 roku, Jaworek godzinami przesiadywał w samochodzie pod jej blokiem. Przerażona kobieta zadzwoniła na policję, błagając o wysłanie patrolu, który mógłby go odstraszyć. Wspomniała, że jej były mąż ma broń – wiatrówkę, ale dyżurny odmówił interwencji, stwierdzając, że „nie ma do tego podstaw”. Innym razem, gdy zgłaszała próbę włamania do piwnicy, policjant miał kpić, że „jutro pewnie pogodzę się z mężem”.

Piekło po zbrodni w Borowcach. „Brzmiało to jak kara”

Po dokonaniu zbrodni w Borowcach, Jacek Jaworek zniknął, a dla jego byłej żony i dzieci rozpoczął się kolejny etap piekła. Kobieta żyła w ciągłym strachu, przekonana, że to oni będą następnym celem. Policja zaproponowała jej i dzieciom „wywiezienie” w nieznane miejsce. Jak sama przyznaje, propozycja ta nie brzmiała jak pomoc, a raczej jak kara. - Jakby wina spadała na nas, bo to my mamy zniknąć, zmienić szkoły, zerwać kontakty, porzucić pracę, pasję, przyjaciół – opowiada w materiale Onetu.

Jej życie zamieniło się w ucieczkę. Sprzedała mieszkanie i wielokrotnie się przeprowadzała, zawsze wybierając miejsca z monitoringiem i ochroną. Mimo to, trauma nie znikała. Równocześnie musiała walczyć z urzędniczą bezdusznością. Gdy chciała zmienić nazwisko synowi, by oszczędzić mu piętna, sąd zażądał wskazania miejsca pobytu poszukiwanego w całej Europie ojca, by ten mógł wyrazić zgodę. Szokujące było również odkrycie, że w całej sprawie oficjalnie miała jedynie status świadka, a nie osoby pokrzywdzonej. Uniemożliwiało jej to uzyskanie kompleksowej pomocy. Dopiero po latach walki i dzięki wsparciu organizacji finansowanej z Funduszu Sprawiedliwości udało jej się częściowo stanąć na nogi. Jej historia to bolesny dowód na to, jak system, który ma chronić ofiary, potrafi je zawieść w najbardziej krytycznym momencie.

Pogrzeb Jacka Jaworka odbył się w tajemnicy

Ciocia ukrywała potrójnego zabójcę Jacka Jaworka. Stanęła przed sądem

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki