Gdyby nie meldunek, Zbigniew mógłby nie wrócić na powierzchnię
Utknął głęboko pod ziemią na pięć niezwykle długich i dramatycznych dni. Aby przetrwać, jadł kartki z notesu, wyobrażając sobie, że to prawdziwy posiłek, a jedynym towarzyszem w ciemności był szczur. Walkę o jego życie z zapartym tchem śledziła cała Polska. – Prosiłem Boga, żebym mógł jeszcze zobaczyć żonę i córkę – mówił po uratowaniu Zbigniew Nowak, górnik z kopalni Halemba w Rudzie Śląskiej. – To był cud – podkreślał po zakończeniu akcji jej dowódca Bogusław Wypych.
Tamta zmiana nie miała tak wyglądać. W domu czekała na niego żona Marlena, z którą planował świętować jej urodziny, oraz córka Laura wymagająca codziennej rehabilitacji. Wszystko zmieniło się 22 lutego 2006 roku. Tego dnia Nowak prowadził pomiary w rejonie o najwyższym zagrożeniu metanowym. Najpierw doszło do niewielkiego wstrząsu, a niespełna godzinę później do silnego tąpnięcia wtórnego – dokładnie w chwili, gdy rozmawiał przez telefon ze sztygarem i przekazywał meldunek. To prawdopodobnie uratowało mu życie, ponieważ znajdował się wtedy w miejscu wzmocnionym konstrukcyjnie.
Górnik został uwięziony w szczelinie pomiędzy skałami a węglem. Dzięki swojej wiedzy o wentylacji wiedział, że w tym miejscu dociera powietrze, co dawało mu szansę na przetrwanie. Postanowił ograniczyć ruch i oszczędzać energię oraz światło lampy. Największym wyzwaniem okazał się jednak głód.
Polecany artykuł:
Pięć dni pod ziemią. „Jadłem kartki i myślałem: jaki dobry kotlet”
Nie mając nic do jedzenia, sięgał po kartki z dziennika metaniarza. Jak później opowiadał, pomagała mu wyobraźnia – wyobrażał sobie, że zjada coś znacznie bardziej sycącego. – Myślałem, że to kotlet schabowy. Nic innego nie miałem, więc kartka była najlepsza – wspominał.
W ciemności nie był całkowicie sam. Towarzyszył mu szczur, który z jednej strony dawał poczucie, że nie jest zupełnie odizolowany, z drugiej jednak budził niepokój – mężczyzna obawiał się, że zwierzę może go ugryźć.
Z rejonu zawalenia wcześniej udało się ewakuować ponad 30 górników. Tymczasem ratownicy prowadzili trudną i niebezpieczną akcję, próbując dotrzeć do uwięzionego mężczyzny. Cała Polska śledziła ich działania, a każda kolejna godzina zwiększała napięcie.
Dla rodziny był to dramatyczny czas oczekiwania.
– To najważniejszy dzień w moim życiu. Czuję się tak, jak wtedy, gdy Zbyszek się urodził. Po raz pierwszy mogę płakać ze szczęścia – mówił po jego uratowaniu ojciec górnika.
Zbigniew Nowak cudem przeżył pod ziemią:
Dramatyczne chwile uwięzionych górników
Dramat w Halembie wydarzył się zaledwie kilka miesięcy po śmierci Alojzego Piontka, który 35 lat wcześniej przeżył siedem dni pod ziemią po zawale w kopalni Mikulczyce-Rokitnica. W przypadku Nowaka ogromne znaczenie miał nadajnik w hełmie, dzięki któremu ratownicy mogli nawiązać z nim kontakt.
Po 111 godzinach akcji ratunkowej udało się dotrzeć do uwięzionego górnika. Był wycieńczony, ale żył. Sam podkreślał później, że największą siłę do przetrwania dawała mu myśl o rodzinie – żonie i córce.
Po wydostaniu na powierzchnię deklarował, że nigdy więcej nie zjedzie pod ziemię. Ostatecznie jednak wrócił do pracy w kopalni i pracował aż do przejścia na emeryturę. Jego historia do dziś pozostaje jednym z najbardziej poruszających przykładów walki człowieka o życie w ekstremalnych warunkach.