- Jak podaje czasopismo International Journal of Behavioral Development, codzienne oglądanie osiągnięć innych dzieci w sieci prowadzi do stanów depresyjnych u rodziców
- Codzienne wpisywanie posiłków w aplikacje do śledzenia rozwoju dziecka ostatecznie wywołuje potężny stres zamiast dawać początkowe poczucie bezpieczeństwa
- Badania potwierdzają, że nadmiar powiadomień z telefonu zaburza naturalny instynkt i skutecznie utrudnia budowanie bliskiej więzi z maluchem
- Zwykła wizyta u lekarza z płaczącym niemowlakiem zawsze daje większy spokój niż nerwowe szukanie szybkiej diagnozy u znajomych w internecie
Aplikacje do śledzenia rozwoju dziecka a ciągły stres rodziców
Rodzicielstwo w dobie smartfonów często przypomina ciągłą pogoń za najlepszymi wynikami naszego dziecka. Zamiast po prostu cieszyć się zwykłym dniem, zerkamy w ekran i wpisujemy każdą drzemkę czy zjedzony posiłek malucha w odpowiednie rubryki. Wielu rodziców robi to z prostego powodu, ponieważ początkowo wydaje się, że takie kontrolowanie planu dnia daje poczucie bezpieczeństwa i zmniejsza u nas naturalny lęk o zdrowie noworodka.
Niestety z czasem ten nadmiar zbieranych danych staje się ogromnym ciężarem, który wywołuje potężny stres i poczucie przytłoczenia u matek. Zamiast w naturalny sposób reagować na to, że niemowlę płacze i jest zmęczone, rodzice próbują na siłę dobić do wyznaczonego w telefonie celu, jak na przykład dokładnie dwadzieścia godzin snu na dobę. W efekcie wpadamy w pułapkę ciągłego mierzenia i wyliczania, całkowicie zapominając o tym, że każde dziecko jest zupełnie inne i rośnie we własnym tempie.
Jakie umiejętności malucha najczęściej porównujemy w sieci?
Rodzice sięgają po różne programy w telefonie z zamiarem opanowania domowego chaosu, co ostatecznie zmusza ich do ciągłego sprawdzania konkretnych rzeczy na tle rówieśników:
- wiek, w którym maluch zaczyna samodzielnie chodzić
- moment wypowiedzenia przez dziecko pierwszych słów
- czas obracania się z brzuszka na plecy
- realizowanie codziennych celów związanych ze snem i jedzeniem
Kiedy sprowadzamy rozwój niemowlaka do suchych liczb i powiadomień, bardzo łatwo zgubić zdrowy rozsądek i zacząć panikować przy najmniejszym odstępstwie od normy. Warto pamiętać, że jeśli dzieje się coś naprawdę niepokojącego, zawsze bezpieczniej jest po prostu pójść z maluchem do lekarza, a nie w ciemno ufać technologii i szukać diagnozy u internetowych znajomych.
Ciągłe porównywanie dzieci online niszczy naszą pewność siebie
Przeglądanie zdjęć i postów innych mam w internecie, które chwalą się nowymi umiejętnościami swoich pociech, bywa dla nas bardzo trudne i powoli niszczy naszą wiarę we własne siły. Jak możemy przeczytać w badaniu opublikowanym na łamach czasopisma International Journal of Behavioral Development, takie negatywne uczucia podczas sprawdzania innych dzieci w sieci z czasem mocno podkopują poczucie własnej wartości u rodziców i prowadzą do smutku czy nawet stanów depresyjnych. Kiedy widzimy, że rówieśnicy naszego dziecka podobno przesypiają już całe noce albo mówią pełnymi zdaniami, od razu zaczynamy obwiniać siebie za rzekome błędy w wychowaniu. To sprawia, że wpadamy w spiralę stresu, kompletnie zapominając o tym, że w internecie każdy pokazuje tylko te najlepsze i najmocniej ubarwione momenty ze swojego życia. Dlatego ograniczenie sprawdzania profili innych rodziców to dobry krok, aby poczuć się po prostu lepszym rodzicem i zacząć doceniać własnego malucha bez niepotrzebnych nerwów.
Zaufanie do własnej intuicji zamiast ślepego podążania za aplikacją
Opieranie się w stu procentach na tym, co podpowiada nam mądry telefon, bardzo często sprawia, że przestajemy ufać temu, co sami czujemy i widzimy na co dzień. Każda mama i każdy tata mają w sobie naturalny instynkt, który pozwala im całkiem trafnie ocenić, czy niemowlę po prostu marudzi z nudów, czy może faktycznie łapie jakiś katar. Kiedy zbyt mocno skupiamy się na technologii, tracimy ten naturalny dar obserwacji (zamiast patrzeć na twarz dziecka, wpatrujemy się w ekran) i zaczynamy mocno wątpić we własne umiejętności opieki nad noworodkiem.
Aby odzyskać spokój, dobrym pomysłem może być zwykłe filtrowanie wszystkich rad czytanych w internecie i dopasowywanie ich do charakteru naszego dziecka. Nasz maluch to przecież żywy człowiek z własnymi upodobaniami, a nie zaprogramowana maszyna, która co do minuty zje i zasłabnie o wyznaczonej przez program porze. Kiedy odłożymy wirtualne tabelki na bok i mocniej skupimy się na prawdziwym budowaniu więzi z maluchem, codzienne rodzicielstwo znów stanie się dużo przyjemniejsze i bardziej przewidywalne.
Źródła:
Louie et al., “Understanding Temporality of Reflection in Baby Tracking” (CHI ’25 conference paper)