Spis treści
Tragedia za zamkniętymi drzwiami
Nie wiadomo co wydarzyło się zamkniętymi drzwiami mieszkania w centrum miasteczka, które do roku zamieszkiwało młode małżeństwo Gabrysia G. († 27 l.) oraz jej mąż Mateusz G. († 35 l.). Wiadomo, że młodzi z radością czekali na narodziny dziecka. Jednak pierwszej nocy, po powrocie młodej mamy i małej Luizy ze szpitala doszło do niewyobrażalnej tragedii.
Zabił rodzinę i odebrał sobie życie
Cała rodzina została znaleziona martwa a śledczy nie mają już wątpliwością, że kobiety i noworodek zostali zamordowani przez Mateusza G., który na koniec odebrał sobie życie. Wygląda na to, że działał w szale, zadał najbliższym wiele ran kłutych, najprawdopodobniej nożem oraz innym ciężkim narzędziem.
"Zosia była wspaniałą kobietą"
Jak to się stało, że ze spokojnego mężczyzny zamienił się w demona, który nie oszczędził nawet kilkudniowego bezbronnego niemowlęcia? To pytanie od piątku zadają sobie najbliżsi nieżyjącej rodziny.
– Zosia był wspaniałą kobietą, zawsze można było na nią liczyć. Gdy byłam chora obiady mi przynosiła, zupełnie bezinteresownie. Swoje dzieci bardzo dobrze wychowała, byli tacy grzeczni, pobożni i dobrzy. Nie mogę zrozumieć dlaczego tak dobrych ludzi spotkała tragedia, której nie da się pojąć ludzkim rozumem – mówi przyjaciółka zamordowanej 59–latki.
Dodaje, że Zofia nigdy nie skarżyła się na zięcia, a on sam sprawiał wrażenie spokojnego i sympatycznego człowieka.