Spis treści
Historyczny wyrok dla urzędującego biskupa
Czwartkowe orzeczenie jest pierwszym w Polsce wyrokiem skazującym urzędującego biskupa za niezawiadomienie organów ścigania o przestępstwach seksualnych wobec małoletnich.
Oprócz obowiązku przekazywania części wynagrodzenia na cele społeczne, sąd zobowiązał Andrzeja Jeża do wpłaty po 10 tys. zł w każdej z dwóch rozpatrywanych spraw na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej. Hierarcha ma również pokryć koszty postępowania.
Podczas ogłoszenia wyroku oskarżonego nie było na sali sądowej.
O co oskarżono biskupa?
Sprawa dotyczyła dwóch duchownych związanych z diecezją tarnowską: Stanisława P. i Tomasza K. Prokuratura zarzucała biskupowi, że mimo posiadania wiarygodnych informacji o przestępstwach seksualnych wobec małoletnich nie zawiadomił organów ścigania niezwłocznie, jak wymaga tego prawo. Hierarcha od początku procesu nie przyznawał się do winy, a jego obrońcy domagali się uniewinnienia.
Sędzia: "Kodeks kanoniczny nie stoi ponad polskim prawem"
W ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia Małgorzata Adamczyk podkreślała, że obowiązek zawiadomienia organów ścigania wynika bezpośrednio z polskiego prawa i dotyczy każdego obywatela, niezależnie od pełnionej funkcji.
- Każdy obywatel, w tym duchowny lub przełożony kościelny, kto dowiaduje się o przypadku pedofilii, ma prawny obowiązek zgłosić to na policję lub do prokuratury, a zatajenie takiej wiedzy jest przestępstwem zagrożonym karą do trzech lat pozbawienia wolności - wskazała sędzia.
Sąd odniósł się również do argumentów obrony dotyczących prawa kanonicznego i procedur kościelnych.
- Kodeks Prawa Kanonicznego nie jest źródłem prawa powszechnie obowiązującego w Polsce. Jest jedynie aktem prawa Kościoła katolickiego, regulującym jego własne instytucje - podkreśliła Małgorzata Adamczyk.
„Miał jedynie i aż złożyć zawiadomienie”
Jednym z najmocniejszych fragmentów uzasadnienia była ocena roli biskupa po uzyskaniu informacji o możliwych przestępstwach.
- Sąd uważa, że oskarżony miał za zadanie jedynie i aż złożyć stosowne zawiadomienia, a nie dokonywać oceny poszczególnych przypadków. Ewentualne wątpliwości należało pozostawić do rozstrzygnięcia organom do tego powołanym - mówiła sędzia.
Zdaniem sądu obowiązujące już od 2017 roku wytyczne Konferencji Episkopatu Polski jednoznacznie wskazywały, że przełożony kościelny mający wiarygodne informacje o wykorzystywaniu seksualnym małoletniego ma obowiązek zawiadomić policję lub prokuraturę. Sąd przypomniał również, że nawet obowiązujący w Kościele tzw. sekret papieski nie zwalniał z tego obowiązku.
Prokurator: "Nie ma ludzi równych i równiejszych"
Po ogłoszeniu wyroku zadowolenia z jego zasadniczej treści nie ukrywał prokurator Marcin Stępień.
- Przyjmuję ten wyrok. Wyrok jest nieco inny niż prokuratura żądała. Jednak nie zmienia to faktu, że jest to wyrok skazujący - powiedział.
Śledczy podkreślał, że najważniejsze znaczenie ma potwierdzenie przez sąd obowiązku zgłaszania takich przestępstw bez względu na pozycję społeczną sprawcy lub osoby posiadającej wiedzę o przestępstwie.
- Ten wyrok mówi jedno: bez względu na to, jaką pełnimy funkcję i jaką mamy pozycję społeczną, artykuł 240 kodeksu karnego jest taki sam dla wszystkich. Dzisiaj sąd udowodnił, że nie ma ludzi równych i równiejszych wobec prawa - stwierdził prokurator.
Obrona zapowiada apelację
Obrońcy biskupa nie kryli rozczarowania rozstrzygnięciem i zapowiedzieli walkę o jego zmianę w drugiej instancji.
- Od początku mówiliśmy, że wyrok powinien być uniewinniający. W związku z tym apelacja na pewno będzie złożona - zapowiedziała mecenas Paulina Majtkowska.
Podobne stanowisko przedstawiła mecenas Monika Brzozowska-Pasieka.
- Podtrzymujemy stanowisko prezentowane podczas wystąpień końcowych. W naszej ocenie nie zachodzą podstawy do przypisania oskarżonemu odpowiedzialności karnej. Nie doszło do zrealizowania znamion zarówno jednego, jak i drugiego przestępstwa - oceniła adwokat.
Pełnomocniczka zaznaczyła jednocześnie, że dopiero analiza pisemnego uzasadnienia pozwoli obronie na szczegółowe odniesienie się do argumentacji sądu.
Wyrok nie jest prawomocny. Wszystko wskazuje na to, że ostateczne rozstrzygnięcie w jednej z najgłośniejszych spraw dotyczących odpowiedzialności kościelnych hierarchów za reakcję na przestępstwa seksualne zapadnie dopiero przed sądem drugiej instancji.