Biskup Jeż skazany za ukrywanie przestępstw seksualnych. Sąd: „Miał jedynie i aż złożyć zawiadomienie”

2026-10-29 11:55

Po miesiącach procesu zapadł wyrok w bezprecedensowej sprawie biskupa tarnowskiego Andrzeja Jeża. Sąd Rejonowy w Tarnowie rozstrzygnął, czy hierarcha ponosi odpowiedzialność za zbyt późne zawiadomienie organów ścigania o przypadkach wykorzystywania seksualnego małoletnich przez podległych mu duchownych. Jak swoje rozstrzygnięcie uzasadnił sąd? Co po ogłoszeniu wyroku mówili prokurator i obrońcy hierarchy?

Historyczny wyrok dla urzędującego biskupa

Czwartkowe orzeczenie jest pierwszym w Polsce wyrokiem skazującym urzędującego biskupa za niezawiadomienie organów ścigania o przestępstwach seksualnych wobec małoletnich.

Oprócz obowiązku przekazywania części wynagrodzenia na cele społeczne, sąd zobowiązał Andrzeja Jeża do wpłaty po 10 tys. zł w każdej z dwóch rozpatrywanych spraw na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej. Hierarcha ma również pokryć koszty postępowania.

Podczas ogłoszenia wyroku oskarżonego nie było na sali sądowej.

O co oskarżono biskupa?

Sprawa dotyczyła dwóch duchownych związanych z diecezją tarnowską: Stanisława P. i Tomasza K. Prokuratura zarzucała biskupowi, że mimo posiadania wiarygodnych informacji o przestępstwach seksualnych wobec małoletnich nie zawiadomił organów ścigania niezwłocznie, jak wymaga tego prawo. Hierarcha od początku procesu nie przyznawał się do winy, a jego obrońcy domagali się uniewinnienia.

Sędzia: "Kodeks kanoniczny nie stoi ponad polskim prawem"

W ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia Małgorzata Adamczyk podkreślała, że obowiązek zawiadomienia organów ścigania wynika bezpośrednio z polskiego prawa i dotyczy każdego obywatela, niezależnie od pełnionej funkcji.

- Każdy obywatel, w tym duchowny lub przełożony kościelny, kto dowiaduje się o przypadku pedofilii, ma prawny obowiązek zgłosić to na policję lub do prokuratury, a zatajenie takiej wiedzy jest przestępstwem zagrożonym karą do trzech lat pozbawienia wolności - wskazała sędzia.

Sąd odniósł się również do argumentów obrony dotyczących prawa kanonicznego i procedur kościelnych.

- Kodeks Prawa Kanonicznego nie jest źródłem prawa powszechnie obowiązującego w Polsce. Jest jedynie aktem prawa Kościoła katolickiego, regulującym jego własne instytucje - podkreśliła Małgorzata Adamczyk.

„Miał jedynie i aż złożyć zawiadomienie”

Jednym z najmocniejszych fragmentów uzasadnienia była ocena roli biskupa po uzyskaniu informacji o możliwych przestępstwach.

- Sąd uważa, że oskarżony miał za zadanie jedynie i aż złożyć stosowne zawiadomienia, a nie dokonywać oceny poszczególnych przypadków. Ewentualne wątpliwości należało pozostawić do rozstrzygnięcia organom do tego powołanym - mówiła sędzia.

Zdaniem sądu obowiązujące już od 2017 roku wytyczne Konferencji Episkopatu Polski jednoznacznie wskazywały, że przełożony kościelny mający wiarygodne informacje o wykorzystywaniu seksualnym małoletniego ma obowiązek zawiadomić policję lub prokuraturę. Sąd przypomniał również, że nawet obowiązujący w Kościele tzw. sekret papieski nie zwalniał z tego obowiązku.

Prokurator: "Nie ma ludzi równych i równiejszych"

Po ogłoszeniu wyroku zadowolenia z jego zasadniczej treści nie ukrywał prokurator Marcin Stępień.

- Przyjmuję ten wyrok. Wyrok jest nieco inny niż prokuratura żądała. Jednak nie zmienia to faktu, że jest to wyrok skazujący - powiedział.

Śledczy podkreślał, że najważniejsze znaczenie ma potwierdzenie przez sąd obowiązku zgłaszania takich przestępstw bez względu na pozycję społeczną sprawcy lub osoby posiadającej wiedzę o przestępstwie.

- Ten wyrok mówi jedno: bez względu na to, jaką pełnimy funkcję i jaką mamy pozycję społeczną, artykuł 240 kodeksu karnego jest taki sam dla wszystkich. Dzisiaj sąd udowodnił, że nie ma ludzi równych i równiejszych wobec prawa - stwierdził prokurator.

Obrona zapowiada apelację

Obrońcy biskupa nie kryli rozczarowania rozstrzygnięciem i zapowiedzieli walkę o jego zmianę w drugiej instancji.

- Od początku mówiliśmy, że wyrok powinien być uniewinniający. W związku z tym apelacja na pewno będzie złożona - zapowiedziała mecenas Paulina Majtkowska.

Podobne stanowisko przedstawiła mecenas Monika Brzozowska-Pasieka.

- Podtrzymujemy stanowisko prezentowane podczas wystąpień końcowych. W naszej ocenie nie zachodzą podstawy do przypisania oskarżonemu odpowiedzialności karnej. Nie doszło do zrealizowania znamion zarówno jednego, jak i drugiego przestępstwa - oceniła adwokat.

Pełnomocniczka zaznaczyła jednocześnie, że dopiero analiza pisemnego uzasadnienia pozwoli obronie na szczegółowe odniesienie się do argumentacji sądu.

Wyrok nie jest prawomocny. Wszystko wskazuje na to, że ostateczne rozstrzygnięcie w jednej z najgłośniejszych spraw dotyczących odpowiedzialności kościelnych hierarchów za reakcję na przestępstwa seksualne zapadnie dopiero przed sądem drugiej instancji.

Sonda
Czy masz zaufanie do Kościoła katolickiego?
Myśliwy usłyszał wyrok sądu

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki

ROLKI