Spis treści
Bezprecedensowy proces hierarchy
Proces biskupa Andrzeja Jeża rozpoczął się w lutym 2026 roku przed Sądem Rejonowym w Tarnowie. Już od początku był określany jako historyczny. Nigdy wcześniej w Polsce urzędujący ordynariusz diecezji nie stanął przed sądem karnym jako oskarżony o niedopełnienie obowiązków związanych ze zgłaszaniem przestępstw seksualnych wobec małoletnich.
Śledztwo prowadzone przez Prokuraturę Okręgową w Tarnowie koncentrowało się na działaniach kurii tarnowskiej po uzyskaniu informacji o wykorzystywaniu seksualnym dzieci przez dwóch duchownych związanych z diecezją.
Chodzi o dwóch księży
Sprawa dotyczy byłych duchownych: Stanisława P. oraz Tomasza K. Zdaniem śledczych biskup Andrzej Jeż miał dysponować informacjami, które powinny skutkować niezwłocznym zawiadomieniem organów ścigania.
Najgłośniejszy z wątków dotyczy Stanisława P., który według ustaleń śledczych przez lata miał krzywdzić małoletnich chłopców zarówno w Polsce, jak i na Ukrainie. Druga część postępowania odnosi się do sprawy Tomasza K. Prokuratura uważa, że informacje o jego działaniach trafiły do władz diecezji znacznie wcześniej, niż wynikało to z przekazywanej później wersji wydarzeń.
Prokuratura: doszło do ukrywania pedofilii w Kościele
Podczas mów końcowych prokurator nie pozostawił wątpliwości co do oceny zachowania hierarchy. Oskarżyciel uznał, że doszło do ukrywania przypadków wykorzystywania seksualnego małoletnich i wniósł o wymierzenie biskupowi kary 10 miesięcy pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem jej wykonania na trzy lata. Prokuratura domaga się również grzywny w wysokości 20 tys. zł.
Zdaniem śledczych władze diecezji ostatecznie zawiadomiły organy ścigania, jednak uczyniły to zbyt późno, choć obowiązujące przepisy nakazują reagować niezwłocznie.
Biskup nie przyznał się do winy
Przez cały proces biskup Andrzej Jeż konsekwentnie odrzucał stawiane mu zarzuty. Już podczas pierwszej rozprawy oświadczył przed sądem, że nie przyznaje się do winy.
Obrona argumentowała, że działania podejmowane przez kurię były zgodne z obowiązującymi wówczas procedurami i wymagały wcześniejszej weryfikacji napływających informacji. Adwokaci hierarchy wskazywali również na złożoność sprawy oraz interpretację przepisów, które weszły w życie po nowelizacji kodeksu karnego.
Pełnomocnicy biskupa wnieśli o jego uniewinnienie.
Sąd uznał biskupa za winnego
W czwartek, 29 października, Sąd Rejonowy w Tarnowie uznał biskupa Andrzeja Jeża za winnego zbyt późnego zawiadomienia organów ścigania o przypadkach wykorzystywania seksualnego małoletnich przez podległych mu duchownych. Sąd nie podzielił jednak wniosku prokuratury, która domagała się kary 10 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu oraz 20 tys. zł grzywny. Zamiast tego orzeczono środek polegający na obowiązku przekazywania przez dwa lata 25 proc. wynagrodzenia hierarchy na rzecz Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę.
Decyzją sądu biskup ma również wpłacić po 10 tysięcy zł za obie sprawy na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej oraz pokryć koszty sądowe
Podczas ogłoszenia wyroku, oskarżonego biskupa nie było na sali rozpraw. Wyrok nie jest prawomocny.
Wyrok ma znaczenie nie tylko dla Tarnowa
Sprawa biskupa Andrzeja Jeża już teraz przeszła do historii polskiego wymiaru sprawiedliwości. To pierwszy przypadek, gdy sąd oceniał odpowiedzialność urzędującego biskupa za brak szybkiej reakcji na informacje o przestępstwach seksualnych popełnianych przez duchownych.
Wyrok, który usłyszał biskup Jeż, może okazać się ważnym punktem odniesienia dla podobnych postępowań dotyczących odpowiedzialności przełożonych kościelnych za zgłaszanie przypadków wykorzystywania seksualnego małoletnich.