Tragedia w Tarnowie: Dymitr T. miał zarobić na leczenie synka, a go zabił

2021-10-22 11:57
Morderstwo Tarnów
Autor: ART SERVICE/Super Express Morderstwo Tarnów

Dymitr T. ( 27 l.) najpierw przytulił żonę i synka, a potem poszedł do kuchni po nóż. Zaczął nim dźgać 7–letniego Maksyma. Choć chłopczyka próbowała własnym ciałem zasłonić mama Anastazja T. ( 28 l.) nie udało jej się uratować dziecka. Sama została poważnie ranna. Przeżyła prawdopodobnie dlatego, że udało jej się uciec na klatkę schodową i wezwać pomoc. W tym czasie jej mąż wyskoczył przez balkon z drugiego piętra. Tam pojmali go funkcjonariusze policji. Rodzinny koszmar wydarzył się w Tarnowie w bloku w centrum miasta. Co wiemy o tragedii?

Miał zarobić na leczenie synka, a zabił go nożem

Sąsiedzi młodego małżeństwa są wstrząśnięci tragedią. Zdążyli poznać Dymitra T. 27–latek przyjechał do Tarnowa z Ukrainy ponad trzy lata temu. Pracował w gastronomii. W ojczyźnie zostawił żonę i niepełnosprawnego synka. Maksym cierpiał na porażenie mózgowe, które w jego przypadku spowodowało trudności z poruszaniem się. Chłopiec nie chodził samodzielnie, ale z pomocą balkonika. To właśnie choroba synka skłoniła Dymitra T. do emigracji ekonomicznej. Przyjechał do Polski, by zarobić na leczenie ukochanego jedynaka. Chciał się tu urządzić i sprowadzić dziecko do Tarnowa. Faktycznie w Polsce mały Maksym miał szansę na rehabilitację, a jego rodzice liczyli, że dzięki niej będzie mógł samodzielnie się poruszać.

Cztery miesiące temu Anastazja T. wraz z synkiem dołączyła do męża. Jak zeznała po tragedii, kilka dni przez zbrodnią jej mąż zaczął się dziwnie zachowywać, był milczący. Trudno było z nim nawiązać kontakt. Słowa kobiety potwierdził pracodawca Dymitra T., który także zauważył zmianę w zachowaniu swojego pracownika.  

27–latek usłyszał prokuratorskie zarzuty leżąc na szpitalnym łóżku. Został oskarżony o zabójstwo dziecka i usiłowanie zabójstwa swojej żony. 

 14 października podejrzany został przetransportowany specjalnym konwojem karetką pogotowia w asyście tarnowskich policjantów do aresztu śledczego. Teraz będzie on oczekiwał na kolejne decyzje, jakie będą zapadały w jego sprawie. Ukrainiec musi się liczyć z karą 25-lat pozbawienia wolności lub karą dożywotniego pozbawienia wolności - zgodnie z polskim kodeksem karnym – mówi Sebastian Gleń, rzecznik prasowy KWP w Krakowie. Mężczyzna zostanie poddany badaniu psychiatrycznemu. 

Placówka Straży Granicznej w Michałowie. To tu trafiają migranci przechwyceni przy granicy z Białorusią