31-letnia ciężarna zmarła w szpitalu
"Gazeta Wyborcza" ujawniła szokujące szczegóły śmierci 31-letniej pacjentki w ciąży, która przechodziła w warszawskim szpitalu przy ul. Madalińskiego rutynowy zabieg ginekologiczny. Do zdarzenia doszło 9 grudnia ubiegłego roku.
31-letnia Kalina będąca wówczas w ciąży z drugim dzieckiem w trakcie przygotowywania do zabiegu otrzymała znieczulenie dożylne. Anestezjolog założył jej maskę, przekonany, że pacjentka otrzymuje tlen. Jak się potem okazało, do organizmu kobiety trafiał zamiast niego podtlenek azotu.
W konsekwencji stan kobiety gwałtownie się pogorszył. 31-latka trafiła na oddział intensywnej terapii w pobliskim szpitalu MSWiA, gdzie po 10 dniach zmarła wraz ze swoim nienarodzonym dzieckiem.
Kobieta osierociła dwuletniego synka.
"Zagrożenie dla życia pacjentów i personelu"
W sprawie toczy się intensywne prokuratorskie śledztwo, którego głównym zadaniem jest wyjaśnić, dlaczego w sprzęcie anestezjologicznym nie było tlenu. Jak ustaliła "Wyborcza" cień podejrzeń pada na prace serwisowe prowadzone w szpitalu w sierpniu 2025 r. Wówczas zewnętrzna firma wymieniała przewody w 14 kolumnach anestezjologicznych w szpitalu.
Teraz pojawiły się nowe informacje w sprawie, z których wynika, że w październiku tego roku doszło do oględzin prokuratorskich, w wyniku których zadecydowano o wyłączeniu wszystkich kolumn anestezjologicznych w placówce.
Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie, prokurator Piotr Antoni Skiba, przekazał "Wyborczej", że śledczy ujawnili nieprawidłowości w konserwacji i serwisowaniu kolumn. Stwierdzono również ulatnianie się tlenu, co - jak zaznaczył - stanowi zagrożenie dla życia i zdrowia pacjentów oraz personelu.
Mimo wyłączenia kolumn szpital przy Madalińskiego kontynuuje prace w normalnym trybie, korzystając z alternatywnych aparatów anestezjologicznych zainstalowanych w ścianach sal operacyjnych. Rzecznik placówki przekazał "Wyborczej", że kolumny przed ponownym uruchomieniem przejdą gruntowny remont i przegląd.
Co ciekawe, jak donosi dziennik zalecenia naprawcze względem kolumn pojawiły się po kontroli przeprowadzonej przez firmę zewnętrzną bezpośrednio po śmierci pacjentki, w grudniu 2025 roku. Mimo to potrzeba było kolejnych 10 miesięcy i wizyty prokuratora, aby wyłączyć potencjalnie niebezpieczne urządzenia.