Niepewny egzamin, to stres dla samych uczniów i ich rodziców. Urzędnicy i strajkujący nauczyciele przetrzymali jednak zainteresowanych gimnazjalistów w tej niepewności niemal do ostatniej chwili.
- Dla 1,4 tys. dzieci w 13 szkołach w Warszawie nie mamy jeszcze skompletowanych komisji. Brakuje nam teraz 179 pedagogów – mówiła jeszcze wczoraj po południu odpowiedzialna za sprawy edukacji wiceprezydent stolicy Renata Kaznowska. Dopiero po kilku godzinach sztab kryzysowy złożony z władz miasta i dzielnic skoordynował pracę dyrektorów szkół i wspólnymi siłami załatano braki personale w komisjach.
I dopiero po godz. 16 prezydent Warszawy ogłosił, że egzaminy odbędą się we wszystkich warszawskich szkołach.
- Od początku wraz z gronem pedagogicznym ustaliliśmy, że zorganizujemy te egzaminy w normalnym terminie, bo uznaliśmy, że dobro dzieci nie może być kartą przetargową w tym sporze – mówi nam Anna Walczak (51 l.), dyrektor gimnazjum nr 45 na Woli. Tam we wtorek od samego rana trwały gorączkowe przygotowania do dzisiejszych egzaminów. Na sali gimnastycznej i w jednej z większych sal w budynku szkoły pracownicy ustawiali ławki i krzesełka dla około steki trzecioklasistów, którzy dziś o godz. 8.30 rozpoczną pisanie.
Udało się mimo tego, że zdecydowana większość nauczycieli przystąpiła do protestu. Dziś gimnazjaliści zmierzą się z językiem polskim i historią. Jutro - matematyka i nauki przyrodnicze, a w piątek język obcy.
Mimo egzaminów rozpoczęty w poniedziałek protest pracowników oświaty nadal trwa. I nie wiadomo do kiedy. Jeśli nie skończy się w tym tygodniu, to problem stanie przed dyrektorami podstawówek - od 15 kwietnia swoje egzaminy mają pisać ósmoklasiści.