Najstarsza kawiarnia w Warszawie ma ogromne problemy. „Blikle” zniknie z Nowego Światu?

2026-04-21 12:34

Firma rodziny „Blikle” powstała jeszcze przed tym, kiedy Polska pojawiła się na mapach jako niepodległe państwo. Przetrwali zabory, dwie wojny światowe i komunizm. Dziś najstarszą warszawską cukiernię może pokonać... czynsz. Nad właścicielami wisi widmo eksmisji z lokalu.

W środku wszystko wygląda tak, jak powinno. Zapach kawy miesza się z aromatem pączków, przy stolikach siedzą goście, a kelnerzy uwijają się z zamówieniami. Miejsce wydaje się odporne na czas. − Pracuję tutaj od 1997 roku. Przychodzę do pracy z przyjemnością. Jest świetna atmosfera i fajni ludzie − mówi „Super Expressowi” Waldemar Kwiatkowski.

Dla niego „Blikle” to coś więcej niż praca. To codzienny rytuał: podwójne espresso i napoleonka na start dnia, potem pączek. − To są poprawiacze humoru − uśmiecha się. Ale ten humor ma prawo się psuć. „A. Blikle” ma gigantyczny problem.

Nasz czynsz zawsze był wyższy niż u sąsiadów i cały czas rósł. Są tu czynsze po 100 czy 160 zł za metr. My mieliśmy prawie dwa razy tyle. Byliśmy w gorszej sytuacji tylko dlatego, że nie chcieliśmy się stąd ruszać. To nas zabiło − tłumaczy Monika Kulczyńska, dyrektor generalna spółki.

Ponad 2 miliony złotych długu

Umowa z 1994 roku przez dekady praktycznie nie podlegała renegocjacji. Najemcy, którzy na chwilę opuszczali lokale i wracali, mogli liczyć na nowe, niższe stawki. Blikle trwało i płaciło coraz więcej. W 2023 roku pojawiły się poważne zaległości. Po kilku miesiącach miasto wypowiedziało umowę. Opłaty rosły − najpierw do 120 proc., potem 150 proc., aż w końcu do 200 proc. dotychczasowego czynszu. − Wychodziło około 130 tys. zł miesięcznie! Praktycznie cały nasz przychód − dodaje Kulczyńska.

Systemowy problem restauratorów?

Urzędnicy Śródmieścia informują, że umowa została wypowiedziana w sierpniu 2024 roku z powodu zadłużenia, które przekroczyło wtedy równowartość kilku miesięcznych czynszów. Obecnie lokal jest zajmowany bez umowy i dlatego opłaty były podwyższane aż do dwukrotności pierwotnej stawki. Na koniec marca zadłużenie przekroczyło 2 mln zł. – To zabójcze kwoty, za to można by kupić ten lokal – załamuje ręce dyrektor spółki.

ZGN przyznaje, że firma składała wnioski o ulgę w spłacie, ale były odrzucane m.in. ze względu na rosnące zaległości. Sprawa o eksmisję trafiła do sądu. Urzędnicy wskazują, że droga wyjścia wciąż istnieje: spłata zadłużenia (lub ugoda ratalna), ustalenie nowych stawek i podpisanie nowej umowy najmu. − Jesteśmy w dialogu z miastem – potwierdza Monika Kulczyńska. Ale to problem systemowy. Jeśli restaurator chce działać w jednym miejscu długo, to w praktyce płaci więcej za czynsz niż wynosi cena rynkowa. Miasto nie promuje przedsiębiorców, którzy są długo w jednym miejscu, tylko ich dobija.

Sonda
Czy lubisz wyroby cukiernicze?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki