Metro Centrum, Politechnika czy Dworzec Wileński to tylko niektóre miejsca, gdzie warszawiacy mogą kupić pączki, drożdżówki i inne łakocie.
Handel jest nielegalny, bo jak mówią sami sprzedający, zdobyć pozwolenie na handel graniczy z cudem. Straż Miejska jest bezsilna, bo wystawiane mandaty nie zmniejszają ilości straganów.
Polecany artykuł:
Stoiska wyrastają w różnych miejscach Warszawy, jak grzyby po deszczu. Sprzedawcy mówią, że zarabiają dziennie około 120 złotych. Wystawiany mandat to około 500 złotych, więc gra jest warta świeczki, bo kara jest wliczona w koszty.
Straż Miejska komentuje sprawę:
- Wystawiamy mandaty, ale to nie zraża sprzedawców. Według nas za tymi stoiskami stoi jeden przedsiębiorca - mówi Rzeczniczka Straży Miejskiej, Monika Niżniak.
i
Warto mieć na uwadze z czego są robione drożdżówki. Jeden ze sprzedawców mówi:
- wszystkie te słodkości są robione na chemii. Wszystkie piekarnie używają składniki, które opóźniają psucie się.
Mimo wszystko słodki biznes się kręci. I wygląda na to, że będzie się coraz bardziej rozrastał.
Posłuchajcie także relacji reportera Radia Eska, Szymona Kępki: