Ojciec zabił mu matkę, on zabił dziadków. Krąg przemocy nie został przerwany. "Chciał ich poćwiartować"

29-letni Aleksander G. zamordował własnych dziadków przy użyciu siekiery oraz długiego noża, przypominającego maczetę. Młody mężczyzna rzucił się na nich bez wyraźnego powodu, a obrażenia, które zadawał z dużą siłą, były tak rozległe, że starszego małżeństwa nie dało się już uratować. Policjanci mówią wprost, że zabójstwa dokonano ze szczególnym okrucieństwem. W tle tych wydarzeń rozgrywa się również drugi dramat: w przeszłości ojciec 29-latka miał zamordować swoją partnerkę, jego mamę. Śledczy weryfikują, jaki miało to wpływ na podejrzanego.

Do podwójnego zabójstwa starszego małżeństwa doszło w Raciążu, niewielkiego miasta położonego w północno-zachodniej części województwa mazowieckiego, w powiecie płońskim. Leży mniej więcej 20 kilometrów od Płońska i 80 kilometrów od Warszawy. Miejscowość liczy około 4,5 tysiąca mieszkańców i jest jednym z mniejszych ośrodków miejskich w regionie. Teraz jednak o Raciążu wiedzą niemal wszyscy, a to za sprawą brutalnej zbrodni, która się tam rozegrała. Dokładnie 19 lutego 2026 roku policja w Płońsku poinformowała, że poprzedniego dnia, czyli 18 lutego, tuż przed godziną 23:00 ktoś złożył wstrząsające zawiadomienie na numer alarmowy 112. Na miejsce natychmiast wysłano funkcjonariuszy, do których później musiał dołączyć prokurator. Śledczy zajęli się zabezpieczaniem śladów oraz ustalaniem przebiegu wydarzeń. Ale co się stało?

Nadkomisarz Kinga Drężek-Zmysłowska z płońskiej policji w rozmowie z Radiem Eska relacjonowała, że numer wybrał sprawca brutalnej zbrodni, 29-letni mężczyzna. Zadzwonił i powiedział przez telefon, że zabił dwie osoby, a następnie poprosił o przyjazd służb.

- Mundurowi natychmiast zostali skierowani pod wskazany adres w Raciążu. Na miejscu przed domem jednorodzinnym zastali 29-letniego zgłaszającego. Mężczyzna ten był trzeźwy – przekazała nadkomisarz Kinga Drężek-Zmysłowska.

Starsze małżeństwo znalezione martwe. Liczne obrażenia, zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem

W środku budynku funkcjonariusze ujawnili ciała dwóch osób, 72-letniej kobiety oraz 86-letniego mężczyzny. Oboje mieli na ciałach liczne obrażenia, wskazujące wprost, że padli ofiarą zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Okazało się, że małżeństwo było spokrewnione z zatrzymanym podejrzanym. – Byli to jego dziadkowie – precyzowała policjantka.

Poznaj więcej historii: Pokój Zbrodni

Dziennikarz „Super Expressu”, Tomasz Nowociński, ustalił że Danuta i Andrzej G. byli znani lokalnej społeczności. Sąsiedzi darzyli ich szacunkiem i sympatią. Gdy informacja o śmierci starszego małżeństwa obiegła okolicę, mieszkańcy byli w szoku. – Nie mogę uwierzyć, że coś takiego tu się wydarzyło – mówiła jedna z kobiet.

29-letni Aleksander G. został zatrzymany i trafił do tymczasowego aresztu. Miał zostać jak najszybciej przesłuchany przez prokuraturę. Wówczas nie ujawniano motywów, które pchnęły go do popełnienia tak brutalnej zbrodni, ani dlaczego sam ze stoickim spokojem zgłosił sprawę na policję. „Super Express” ustalił nieoficjalnie, że wpływ na jego zachowanie mogła mieć przeszłość rodzinna. Wyszło bowiem na jaw, że w więzieniu przebywa ojciec młodego mężczyzny, który odsiaduje wyrok za zabójstwo swojej żony, mamy Aleksandra. Gazeta opisywała, że Marek G. zabił panią Agnieszkę, która była pielęgniarką, cztery lata wcześniej. Też użył siekiery, a ciało podpalił w rowie pod Raciążem. Ostatecznie został skazany na karę 25 lat więzienia. Czy ta tragedia miała wpływ na późniejsze postępowanie podejrzanego Aleksandra? Na pewno zostawiła wyrwę w jego psychice. Ten wątek będzie oczywiście dogłębnie zbadany przez śledczych.

Z ustaleń mundurowych wynika, że do popełnienia zbrodni podejrzany użył prawdopodobnie siekiery oraz długiego noża, przypominającego maczetę. Zakrwawione narzędzia zostały bowiem zabezpieczone na miejscu zdarzenia. Oba ciała były mocno poturbowane, a dziadek Aleksandra został dodatkowo poćwiartowany. Ślady wskazują na to, że sprawca działał w dużym wzburzeniu i dopuścił się szczególnego okrucieństwa wobec pokrzywdzonych. Ten fakt z pewnością zostanie uwzględniony w ewentualnym procesie karnym i w akcie oskarżenia.

Zobacz galerię zdjęć. Dalsza część materiału znajduje się pod nią.

Andrzej pomagał sąsiadom, Danuta śpiewała w chórze. "Życzliwi, ciepli, wspierający"

Dziennikarz Tomasz Nowociński dowiedział się od sąsiadów rodziny, że pan Andrzej przez lata naprawiał sprzęty RTV i AGD, nigdy nie odmawiał też pomocy mieszkańcom. Gdy komuś zepsuła się pralka albo lodówka, przychodził z torbą narzędzi i „robił swoją magię”. Był złotą rączką, spokojny i pracowity, takiego zapamięta go lokalna społeczność. Żona, pani Danuta, działała natomiast w kole różańcowym i kole gospodyń wiejskich, śpiewała też w chórze w domu kultury. Życzliwa, ciepła, wspierająca – tymi słowami opisują ją sąsiedzi.

Zobacz także:  Nauczycielka zabiła ucznia, bo zostawił ją kochanek. 11-letni Piotruś był jego synem. "Zadźgała go w szkole"

Co z kolei wiemy o Aleksandrze G.? Według „Super Expressu”, młody mężczyzna miał mieszkać razem z dziadkami. Nic nie wskazywało na nadchodzącą tragedię, z zewnątrz wydawało się, że chłopak miał dobrą relację z bliskimi. Mieszkańcy widywali czasem, jak prowadził babcię pod rękę do kościoła. Rozmawiali, wymieniali się uśmiechali. Coś jednak musiało się stać. - Jak można tak potraktować bliskich? – zastanawiała się pani Alicja, mieszkanka Raciąża.

Aleksander G. po dokonaniu zbrodni i jeszcze przed wykonaniem telefonu na numer alarmowy, próbował się wyciszyć. Zanim przyjechali funkcjonariusze, zdążył wziąć prysznic i zmyć z siebie krew. Potem się przebrał, zadzwonił, czekał spokojnie na przyjazd mundurowych. Nie wiadomo, czy zbrodni dokonał w afekcie, czy kierowały nim silne emocje, albo czy doznał ataku psychozy. Nieoficjalne doniesienia mediów mówią, że Aleksander leczył się psychiatrycznie i przyjmował leki psychotropowe na depresję. Wpływ na jego stan miała mieć tragiczna śmierć mamy. Sąsiedzi wspominają, że bywał zamknięty w sobie, a wydarzenia z przeszłości zostawiły w nim trwały ślad. To wszystko zbadają specjaliści, a na pytania ma odpowiedzieć skrupulatne postępowanie.

Aleksander G. przyznał się do winy i złożył obszerne wyjaśnienia. Ale może uniknąć więzienia

20 lutego 2026 roku prokuratura przekazała nowe informacje na temat 29-latka. Zdecydowano o przedstawieniu mu dwóch zarzutów zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Jak się okazuje, Aleksander G. przyznał się do winy i złożył wyjaśnienia. Przesłuchanie mężczyzny trwało aż pięć godzin i było niezwykle wyczerpujące: zarówno dla niego samego, jak i dla śledczych. To, o czym mówił 29-latek, znalazło potwierdzenie w materiale dowodowym, więc wszystko wskazuje na to, że zeznania podejrzanego są prawdziwe. To bardzo ważna informacja w kontekście późniejszego aktu oskarżenia i procesu karnego, o ile do niego dojdzie. Mężczyzna bez większych emocji opowiadał o tym, co się stało. W jego głosie nie było skruchy ani żalu, w zasadzie nie było niczego konkretnego. Relacjonował makabryczne czyny tak, jakby odczytywał coś z kartki. Był wyjątkowo opanowany. Policja i prokuratura nadal wyjaśniają szczegółowe okoliczności dotyczące tego, co dokładnie wydarzyło się w domu w Raciążu.

Czytaj również:  Nowe nagrania 17-latka z Kadłuba! Obejrzeliśmy wstrząsające wideo. "Czegoś takiego nie widziałem"

Ofiary Aleksandra G. zmarły w wyniku ran ciętych, zadanych ostrymi narzędziami: wspomnianymi już siekierą oraz nożem, maczetą lub tasakiem. Liczne ślady zabezpieczono zarówno w budynku, jak i w jego piwnicy. Teraz prokuratura będzie chciała powołać biegłych specjalistów, którzy ocenią stan psychiczny mężczyzny. To ważne zwłaszcza w związku z informacjami dotyczącymi jego leczenia psychiatrycznego: trzeba będzie między innymi sprawdzić, jak to leczenie wyglądało, jaki był jego przebieg, jakie medykamenty zastosowano, jak wyglądały wizyty: to wszystko istotne, by ocenić, czemu doszło do tragedii mimo zastosowania terapii, jeśli rzeczywiście była ona prowadzona w sposób prawidłowy. Najprawdopodobniej należy się teraz spodziewać obserwacji w zakładzie zamkniętym, która wykaże, czy Aleksander G. jest osobą poczytalną i może odpowiadać za swoje czyny, czy być może jest osobą niepoczytalną i trzeba go skierować na leczenie.

Jeżeli ziści się ten drugi scenariusz, 29-latek trafi do specjalistycznego ośrodka. Jeśli jednak biegli uznają, że może on stanąć przed sądem, co w kontekście tego wszystkiego jest mniej prawdopodobnie, choć nadal możliwe, to wtedy będzie mu grozić kara nawet dożywotniego pozbawienia wolności. Zanim poznamy odpowiedź, może minąć jeszcze wiele miesięcy.

Sonda
Jak oceniasz polski system określania niepoczytalności sprawców, ich późniejszego leczenia i ewentualnego wypuszczenia na wolność?
Pokój Zbrodni - Wojtuś miał tylko 7 miesięcy. Zmarł od ciosów w głowę. Sąd nie miał litości dla ojca

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki