Warszawa bez ochrony powietrznej?
Ostatnio przez Polskę przetacza się dyskusja o bezpieczeństwie nieba nad naszymi miastami. Wszystko zaczęło się od słów gen. bryg. Michała Marciniaka, który w wywiadzie dla telewizji Polsat News z 15 sierpnia stwierdził, iż „duże miasta na dzisiaj nie (mają obrony przeciwrakietowej – przyp. red.), dlatego że nie mamy rozstawionych wokół nich systemów”.
Dla wielu widzów słowa te stanowiły prawdziwy wstrząs i wyrwanie ze swego rodzaju bańki bezpieczeństwa. Jak to możliwe, że Warszawa i inne największe polskie miasta, w których mieszkają miliony Polaków nie są chronione przed atakiem z powietrza?
Jak zauważa Portal Obronny, prawda na ten temat jest dużo bardziej skomplikowana. Gen. Marciniak w tej samej rozmowie telewizyjnej dodał bowiem, że brak ochrony dotyczy wyłącznie czasu pokoju. Wówczas ochrona dotyczy przede wszystkim infrastruktury krytycznej i obiektów wojskowych.
Z kolei na wypadek wojny priorytety ochrony ulegną zmianie, a wybrane miasta zostaną najprawdopodobniej objęte dodatkową osłoną - w tym zwłaszcza Warszawa, która jako stolica posiada na swoim terytorium wiele kluczowych dla funkcjonowania państwa instytucji i obiektów, na czele z ośrodkami najwyższej władzy.
Jednocześnie wojskowy zastrzegł, że decyzja o tym, które miejsca uzyskają pierwszeństwo ochrony, należy do przywódców politycznych. To oni w razie ewentualnej potrzeby będą musieli zdecydować, które polskie miejsca objąć obroną powietrzną.
Lęk przed zagrożeniem wojennym
Słowa generała jednak budzą zrozumiały niepokój, zwłaszcza obecnie, gdy tyle mówi się o potencjalnym zagrożeniu wojennym ze strony Rosji. Choć w najbliższym czasie jakikolwiek atak wrogich wojsk na terytorium Polski jest niemożliwy, to jednak wywiady krajów NATO ostrzegają o prowokacjach, które może szykować reżim Putina wobec krajów wschodniej flanki.
Niepokój wzrósł tylko po lipcowym incydencie, kiedy na pole we wsi Tarnawa-Kolonia na Lubelszczyźnie spadł pocisk manewrujący - najprawdopodobniej wystrzelony przez armię rosyjską. To kolejny taki przypadek po wrześniu 2025, gdy na terytorium Polski nadleciał rój rosyjskich dronów.
To wszystko dowodzi, że w obecnych czasach nie potrzeba wojny, aby zaistniało realne ryzyko incydentu typu wojennego. A niestety nadal jesteśmy jako kraj w fazie budowy systemu obrony powietrznej, która mogłaby objąć największe skupiska ludności cywilnej i ochronić je w razie zagrożenia. Proces ten zakończy się najwcześniej w roku 2030.
Jednocześnie należy uspokoić, że obrona powietrzna to nie tylko rakiety, ale też samoloty bojowe, polskie i sojusznicze, oraz wiele innych systemów, które w razie zagrożenia dla miast zostałyby zapewne użyte.