Zatłukł Martę podczas awantury?! Służby miażdżą wersję partnera ofiary

2026-08-20 10:38

Potworna zbrodnia w centrum Siedlec. 52-letni mężczyzna rozpłatał głowę swojej 43-letniej kochance. Kobieta wykrwawiła się na miejscu, a zabójca dla zmylenia policji zadzwonił na komendę informując, że w mieszkaniu znalazł nieżyjącą konkubinę. Śledczy nie dali wiary temu. 52-latek został zatrzymany i aresztowany na trzy miesiące z zarzutem zabójstwa.

"Kobieta zginęła od ciosów narzędziem o ostrych krawędziach"

W piątek, 14 sierpnia, po godzinie 9.00, dyżurny Komendy Miejskiej Policji w Siedlcach otrzymał zgłoszenie dotyczące zgonu 43-letniej kobiety. Na miejsce zdarzenia do jednego z mieszkań w centrum Siedlec skierowany został patrol policji, a następnie zespół dochodzeniowo-śledczy. Policjanci zastali tam zbroczoną krwią Martę B. (+43 l.), która nie dawała oznak życia. Lekarz pogotowia ratunkowego stwierdził zgon przed przybyciem pomocy.

Zgłoszenia o znalezieniu zwłok dokonał Krzysztof B. (52 l.) konkubent denatki, twierdząc, że po przyjściu do domu kobieta leżała już bez oznak życia. Policjanci wykonujący oględziny na miejscu zdarzenia, ustalili, że śmierć kobiety nastąpiła w wyniku zadania jej dwóch silnych uderzeń w głowę ciężkim narzędziem. Ten fakt zmienił podejście śledczych do zgłaszającego, który został aresztowany.

Chociaż Krzysztof. B. nie przyznał się do zbrodni Sąd Rejonowy w Siedlcach na wniosek miejscowej prokuratury aresztował mężczyznę pod zarzutem zabójstwa.

– Z opinii biegłego lekarza-patomorfologa wynika, że kobieta zginęła od ciosów narzędziem o ostrych krawędziach – informuje Katarzyna Wąsak z Prokuratury Rejonowej w Siedlcach.

Częste awantury i Niebieska Karta

Marta i Krzysztof mieszkali w Siedlcach przy ulicy Asłanowicza od kilku lat. Z mieszkania kochanków bardzo często słychać było awantury. Dzień przed zabójstwem krzyk Marty słyszeli sąsiedzi. Miesiąc wcześniej w mieszkaniu interweniowała policja wszczynając procedurę Niebieskiej Karty. – Wszyscy wiedzieli, że Krzysiek bije Martę. Gdy wściekł się, to nie panował nad sobą. Ja mówiłam Marcie, żeby dała sobie z nim spokój, ale ona bała się go zostawić – opowiada pani Jadwiga mieszkanka bloku gdzie doszło do tragedii.

– Bała się, bo straszył ją, że zginie jak go zostawi. Widziałem ją kilka razy z obitą twarzą. W tej sytuacji najbardziej zawiniła opieka i policja, bo taki furiat już dawno powinien być w psychiatryku – dodaje pan Robert R. (56 l.) mieszkaniec Asłanowicza.

Zatłukł Maria na ulicy. Mówi, że tylko się bronił

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki