- To naprawdę wołało o pomstę do nieba! - mówi Artur Artyfikiewicz, inspektor z fundacji Viva na widok gospodarstwa w Chyliczkach pod Grodziskiem Mazowieckim. Wraz z nim i powiatowym lekarzem weterynarii reporterzy „Super Expressu” pojawili się na farmie Andrzeja M. W ciasnej oborze przy domu w odchodach leżało 21 sztuk bydła. Część krów była nieoznakowana i niezgłoszona do gminy choć wymagają tego przepisy. W budynku obok obory stał byk w szlamie po pas. Obok niego leżało cielę z biegunką. Schronieniem dla kilku koźląt był… wrak starego citroena.
Za domem w ciasnej klatce koguty z głodu zadziobywały się wzajemnie. A psy trzymane były na krótkich łańcuchach bez wody i jedzenia. W stodole natomiast stały dwa wychudzone, zaniedbane konie, które miały poprzerastane kopyta. Zapytany o te tragiczne warunki gospodarz rozkładał bezradnie ręce.
- Nie byłem w stanie sam zapanować nad tym gospodarstwem. Ojciec zaniemógł, ma 80 lat, a ja sam nie daję rady – mówił nam szczerze Andrzej M. (50 l.).
- Do gminy skierowany został wniosek o odebranie tych zwierząt gospodarzowi – mówi „Super Expresowi” Iwona Radziewicz, zastępca powiatowego lekarza weterynarii w Pruszkowie.
Już po wizycie reporterów „SE” urzędnicy pojawili się na miejscu i przeprowadzili kontrole. I… nastąpiła poprawa.
- Pracownicy Wydziału Ochrony Środowiska nakazali rolnikowi przywrócić bydłu godne warunki bytowe. Zwierzęta zostały oznakowane, otoczenie gospodarstwa uprzątnięte. Dlatego wójt podjął decyzję o nieodbieraniu zwierząt gospodarzowi – mówi nam Mirosława Sitek, główny specjalista ds zwierząt. Ale kontrole się nie skończyły. Gospodarstwo jest cały czas monitorowane.