Ratownicy medyczni dla "SE": Dramat! Czekamy nawet po 8 godzin pod szpitalami! [GALERIA]

Po 8 godzin czekamy pod szpitalami
Autor: Paweł Dąbrowski/Super Express Po 8 godzin czekamy pod szpitalami

W szpitalach na terenie Warszawy brakuje miejsc dla pacjentów, nie tylko chorych na koronawirusa, ale też z wieloma innymi schorzeniami. Karetki pogotowia jeżdżą z nimi od szpitala do szpitala i stoją po kilka godzin przed izbami przyjęć, bo nie ma miejsc na SOR i oddziałach – mówią ratownicy. Sytuacja jest beznadziejna. I nie zapowiada się, żeby było lepiej.

Horror w stolicy. Załogi pogotowia czekają pod SOR kilka godzina na przyjęcie do szpitala

Rozwijamy nasz serwis dzięki wyświetlaniu reklam.

Blokując reklamy, nie pozwalasz nam tworzyć wartościowych treści.

Wyłącz AdBlock i odśwież stronę.

– To jest naprawdę horror. Jeździmy z pacjentami po całej Warszawie, bo w szpitalach nie ma miejsc. Stoimy w kolejkach po kilka godzin przed SOR, żeby zwolniło się miejsce i można było przekazać chorego pod opiekę lekarską – mówią „Super Expressowi” ratownicy z warszawskiego pogotowia ratunkowego.

Straszny pożar parkingu przy ul. Górczewskiej. Jest decyzja inspektora nadzoru! Co dalej z mieszkańcami?! [GALERIA]

Do mediów dotarły nagrania z rozmów załóg karetek z dyspozytorami pogotowia ratunkowego, które pokazują jak „od kuchni” wygląda wożenie pacjentów w stolicy do szpitali. Dialogi mrożą krew w żyłach. Oto karetka przywozi pacjenta do szpitala na Czerniakowskiej, ale personel nie chce otworzyć ratownikom drzwi. – Jak my mieliśmy problem z przekazaniem pacjenta na „Orłowskim”, to żeśmy się wbili na nielegalu z transportem. Spróbujcie się wcisnąć – informuje ratownik medyczny. – Zostawiamy i odjeżdżamy – doradza dyspozytor. Ratownicy: – Ale mamy go tu rzucić pod drzwi? Czy gdzie? Bo oni nie chcą otworzyć! Ostateczną instancją okazuje się wojewoda mazowiecki. Po półtorej godziny dyspozytor informuje: – Wojewoda kazał wieźć do „Orłowskiego”! Nie kłócić się. Decyzja wojewody.

Co się dzieje na linii pogotowie – szpitale?! Czytaj dalej...

Skandal w szpitalu. Lekarze nie noszą maseczek

Rozwijamy nasz serwis dzięki wyświetlaniu reklam.

Blokując reklamy, nie pozwalasz nam tworzyć wartościowych treści.

Wyłącz AdBlock i odśwież stronę.

 Czy w obliczu epidemii przestało działać porozumienie? Czy to efekt tego, że i ratownikom, i lekarzom puszczają nerwy w obliczu przepełnionych placówek? – Problem jest ogromny. W szpitalach jest pełne obłożenie, a codziennie mamy wiele transportów osób zakażonych i z podejrzeniem COVID. Ograniczane są przyjęcia na oddziały chorób wewnętrznych i SOR-y. Większość odmów na izbach przyjęć spowodowana jest brakiem miejsc. Zespoły pogotowia czekają z pacjentem po 8–10 godzin pod szpitalami i nie wiedzą, co robić – potwierdza dramatyczną sytuację Karol Bielski, dyrektor warszawskiego pogotowia. Wtóruje mu ratownik Jakub Bernaciak (23 l.): – Przyjeżdżamy na SOR i żeby przekazać pacjenta, czekamy wiele godzin. Jesteśmy wyłączeni z normalnej pracy i osłabieni. Nie możemy normalnie działać. Szpitale ustalają sobie zasady bez porozumienia, a my musimy się podporządkować.

Wojewoda mazowiecki w takim „ręcznym sterowaniu” karetkami nie widzi niczego złego. – Mamy epidemię, a więc sytuację nadzwyczajną, i to wymaga reagowania na bieżąco. To nagranie może brzmieć sensacyjnie, ale ja również przez siedem lat jeździłem jako lekarz w karetce i wiem, że to tylko wycinek codzienności – mówi „Super Expressowi” wojewoda Konstanty Radziwiłł.